Do poprawnego działania strony wymagane jest włącznenie obsługi javascript. Zmień to w opcjach Twojej przeglądarki i odśwież stronę.
Komentarz ws. przemówienia wojewody pomorskiego
czwartek, 16 listopada 2017
Nie znaleziono zdjecia
fot. Grzegorz Mehring. Kaszubi tegorocznej na Paradzie Niepodległości w Gdańsku

Prof. Obracht-Prondzyński komentuje przemówienie wojewody pomorskiego Dariusza Drelicha, które wywołało na Pomorzu szeroki oddźwięk i liczne kontrowersje.

W skrócie: podczas uroczystości z okazji Święta Niepodległości wojewoda Dariusz Drelich wygłosił przemówienie, w którym stwierdził m.in.:

Warto zwłaszcza dziś przypominać każdemu z Polaków, a w szczególności każdemu z obywateli Pomorza, również temu, który nazywa siebie „przedstawicielem mniejszości etnicznej i regionalistą”, że to terytorium nieraz było przedmiotem knowań skierowanych przeciwko jedności państwa polskiego i wobec tego naszym obowiązkiem jest utrzymywanie tutaj stałej pewności własnej przynależności narodowej.

Samorząd jest rzeczą słuszną, ale jako oddolna organizacja administracji publicznej stanowiącej część administracji państwowej, a nie jako zaczyn separatyzmu.

Prof. Cezary Obracht-Prondzyński jest członkiem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, prezesem Instytutu Kaszubskiego,  przewodniczącym Rady Fundacji Kaszubskiego Uniwersytetu Ludowego, socjologiem i historykiem.

Czytał pan przemówienie wojewody Dariusza Drelicha…

Po przeczytaniu czegoś takiego… Pominę powiedzenie, że nie chce mi się wierzyć, bo we wszystko dziś uwierzę. Pierwsza rzecz, która się nasuwa, to jest konieczność zadania pytania – pani premier, ministrowi Błaszczakowi, ministrowi Jarosławowi Sellinowi, czy to jest oficjalne stanowisko rządu polskiego? Wypowiada się nie byle kto – wojewoda, w oficjalnym przemówieniu z okazji Święta Niepodległości, a samo przemówienie zostało opublikowane na stronach urzędu wojewódzkiego… Czy takie stanowisko jest obowiązujące w stosunku do – po pierwsze, samorządów? Po drugie – Kaszubów? Po trzecie – mieszkańców Pomorza? To jest pierwsza rzecz, którą należałoby uzgodnić.

Wygląda na to, że nie jest to przypadkowa wypowiedź, tylko przemyślane, napisane „na chłodno” przemówienie z okazji najważniejszego święta państwowego.

W takim razie mamy pełne prawo do tego, żeby – jako społeczność kaszubska, zastanowić się, jakie podjąć kroki w obliczu praktyk dyskryminacyjnych ze strony władzy publicznej. Bo inaczej tego nie można nazwać, kiedy przedstawiciel rządu w regionie stawia wielki znak zapytania o naszą lojalność wobec państwa polskiego. To jest rzecz która… Nie chce mówić, że woła o pomstę do nieba… Ale nakazuje zapytać – co będzie dalej? Czy my – Kaszubi, stajemy się właśnie kolejną grupą gorszego sortu, grupą, na którą będzie się teraz polowało? Gdybyśmy mieli do czynienia z jakąś wypowiedzią prywatną, ktoś coś „rąbnął”… Ale rzeczywiście, mamy do czynienia z oficjalnym wystąpieniem wojewody z okazji najważniejszego polskiego święta narodowego… To jak mam teraz traktować słowa prezydenta Andrzeja Dudy, który mówi, że 11 listopada to święto wspólnotowe? Takimi wypowiedziami, jak ta wojewody, jesteśmy z tej wspólnoty wykluczani, nie tylko wykluczani, ale też piętnowani. Jest poddawana w wątpliwość nasza lojalność… Mogę powiedzieć, że osobiście czuję się tym urażony, bo ludzie z mojego najbliższego otoczenia płacili najwyższą cenę – cenę krwi, po to, żeby być lojalnym i być w Polsce. A tu ktoś, wojewoda, mówi takie rzeczy… To jest absolutnie niedopuszczalne, nie do zaakceptowania i przy każdej okazji będę żądał od pana wojewody, żeby te słowa odwołał i przeprosił. Bo to przemówienie jest zdumiewające, oburzające, brak słów na to, żeby wyrazić, co o tym myślę.

Słyszał pan takie wypowiedzi po 1989 roku?

Nie. Ostatni raz podobną wypowiedź słyszałem w latach osiemdziesiątych i to w bardzo nieprzyjaznych dokumentach… Jest taki znany dokument pułkownika Paszkiewicza z osiemdziesiątego ósmego roku, gdzie liderzy, wymienieni z imienia i nazwiska, cała nasza społeczność, jest opisana dokładnie w tym duchu. Były trzy zarzuty, które władza PRL stawiała nam Kaszubom, permanentnie. Trzy „zmory”: separatyzm, filogermanizm i katolicyzm.  Jak rozumiem – katolicyzmu nam dzisiaj nikt nie zarzuci, ale filogermanizm już był i nadal się przebija, wystarczy posłuchać co się mówi o Donaldzie Tusku, ale nie tylko o nim, dziadek z Wehrmachtu i inne takie historie… Jako żywo jesteśmy „ukrytą opcją niemiecką”. Teraz wchodzi na scenę druga zmora, która – wydawałoby się, przeszła już do historii.

Może to jest przygrywka do tego, co będzie się działo w kampanii wyborczej – do wyborów samorządowych?

Absolutnie tak. Mamy, powiedziałbym, lokalny wariant ogólnego przekazu, który stawia pod znakiem zapytania to, co w Polsce zrobiliśmy w zakresie samorządu. I nie mam tu wątpliwości, że mamy do czynienia z rekonkwistą centralizmu, i to nie tylko w wymiarze instytucjonalnym, finansowym czy prawnym, ale również w wymiarze ideowym, gdzie sama zasada samorządności jest podważana jako groźna, niebezpieczna, ryzykowna, więc wątpliwa.

Choć to banał, przypomnę jednak, że jest to niezgodne z zapisami konstytucji, niezgodne z ustawodawstwem i niezgodne z czymś, do czego obecna władza tak lubi się odwoływać – z nauką społeczną Kościoła.

Słowa wojewody wpisują się w pewien dyskurs, który mamy w ostatnich dniach w Polsce i w Europie.

Tak, pojawia się demon separacji i pd razu pojawiają się przed oczami obrazy z Katalonii. Chodzi o to, żeby gdzieś tam w świadomości ludzi skleiła się Katalonia z Pomorzem czy Kaszubami. To nie jest nic innego, jak przygotowanie rozgrywki ideologicznej, która nas czeka. Będzie się mówić, ze samorząd to jest rzecz niepewna, niebezpieczna. I nie będzie tu pola na dyskusje o charakterze merytorycznym, bo przecież nie będziemy tłumaczyć: spójrzcie, jak Polskę odmieniły samorządy… To będzie dyskurs na poziomie ideologicznym, który mówi, że dobrą, sprawną, bezpieczną władzą, w związku z tym: jedyną władzą, jest władza centralna, która zagwarantuje, że państwo będzie trwało i wszyscy będziemy bezpieczni. To jest nie do zaakceptowania. Samorząd jest elementem struktury państwa, do tej pory nikt inaczej tego nie zadekretował i inaczej o tym nie myślał.

Być może chodzi o pewien zabieg socjotechniczny – chodzi o to, żeby wywołać zagrożenie, stworzyć wroga – w tym przypadku Kaszubę-separatystę, i w ten sposób zewrzeć szyki i wygrać wybory? Tym bardziej, że prezesem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego jest prof. Edmund Wittbrodt, polityk Platformy Obywatelskiej.

Takie zabiegi są bardzo niebezpieczne, z tego względu że dzielą. Zadaniem jest teraz podzielić mieszkańców Pomorza na tych, którzy są ryzykowni, niebezpieczni, wątpliwi… w domyśle – trzeba z nimi coś zrobić. No i tych prawomyślnych. I to jest pierwsza rzecz, którą się wprowadza – mówi się społeczności Pomorza: „fajni jesteście, ale jednocześnie wśród was są tacy, co do których można mieć uzasadnione wątpliwości”. To ma za zadanie wprowadzić podział w obrębie samej społeczności. Tymczasem, jeśli spojrzymy na społeczność kaszubską, i na Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie, to zawsze mówiliśmy o tym, że jesteśmy normalni – w tym sensie, że jesteśmy absolutnie pluralistyczni. Są wśród nas ludzie o różnych poglądach politycznych. Mógłbym przypomnieć, że działaczem i członkiem Rady Naczelnej Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego jest pan Jarosław Sellin. Nigdy nie liczyliśmy, ilu w Radzie Naczelnej ZK-P jest zwolenników takiej czy innej opcji politycznej, a tym bardziej partyjnej. Nasze zadania są zupełnie inne. To wszystko to przykład imperializmu polityki partyjnej, która wkracza na każdy obszar, i stara się go zawłaszczyć i narzucić różnym obszarom życia społecznego swoją własną, partyjną, logikę.

Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie i ruch kaszubski będzie musiał się z tym zmierzyć.

Jestem pewien, że sobie z tym poradzimy. My, Kaszubi przeżyliśmy Bismarcka, sanację, PRL w różnych odsłonach, demokrację… Damy sobie radę. Mieliśmy do czynienia nie z takimi, jak wojewoda Drelich, z wieloma sekretarzami, wojewodami, senatorami, starostami… I z tym wojewodą także sobie poradzimy. Pan Drelich nas nie zastraszy.

Wojewoda odniósł się w swoim przemówieniu nie tylko do”regionalistów” ale też użył – w odniesieniu do samorządu jako takiego, określenia „zaczyn separatyzmu”.

Z naszej perspektywy, taka postawa, jaką wyraził wojewoda Drelich, jest kompletnie nie do zaakceptowania, od początku istnienia ZK-P mówiliśmy, że naszą ideą jest idea Rzeczpospolitej samorządnej i jako środowisko zaangażowaliśmy się bardzo mocno w budowanie samorządów. Mamy różne krytyczne uwagi dotyczące samorządności w ogóle i samorządowców w szczególe, jednak uważam, że to była jedna z najlepiej przeprowadzonych reform w Polsce po 1989 roku. Jakakolwiek próba jej odkręcenia jest nieakceptowalna. A narracja etniczna mająca na celu stygmatyzowanie nas, to jest w ogóle… Nie do przyjęcia. Wracają demony separatyzmu i mi to przypomina, jako żywo, paskudną epokę PRL-u. Był taki wicewojewoda Brancewicz, który przyszedł na zjazd ZK-P w 1986 roku i zwrócił się do nas z dokładnie takim samym przemówieniem, jak przemówienie Dariusza Drelicha. Zacytowane jest jakby słowo w słowo. Potem z nim porozmawialiśmy, poznaliśmy się lepiej, okazał się bardzo sympatycznym człowiekiem, przeprosił, wszystko się wyprostowało. Mam nadzieję, że również wojewoda Drelich zechce – łaskawie, ze swojej wysokości, spotkać się z naszym środowiskiem, i posłuchać nas. Może zrozumie ten region, którym stara się zawiadywać. Może również i on okaże się bardziej otwartą i rozumną osobą. Bardzo bym tego chciał. Bo najgorsze co nas może spotkać to ideologiczne zacietrzewienie podlane ignorancją. To naprawdę prowadzi do bardzo niebezpiecznych skutków.

Rozmawiał Tomasz Słomczyński.
Źródło:
www.magazynkaszuby.pl

NAJNOWSZE ARTYKUŁY
© Copyright 2005 - 2017 Portal Regionalny kaszubi.pl
Wydawnictwo Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego
Projekt graficzny: Iselin
Webmaster: Łukasz Makurat
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Kliknij na to powiadomienie, aby je zamknąć.