Do poprawnego działania strony wymagane jest włącznenie obsługi javascript. Zmień to w opcjach Twojej przeglądarki i odśwież stronę.
Na gdańskim planie "Kamerdynera"
poniedziałek, 4 września 2017
Nie znaleziono zdjecia
fot. Dominik Paszliński gdansk.pl

Śląsk ma swój tryptyk Kutza, Mazurzy: “Różę” Smarzowskiego. A Kaszubi nic, bo każda władza podchodziła do nich, jako do elementu niepewnego narodowościowo, co było bzdurą, bo przez wieki udowodnili, że może w cichości, lecz trwali przy tym, co polskie. Chciałem przełamać to tabu - mówi Mirosław Piepka, współautor scenariusza filmu "Kamerdyner". W Gdańsku trwają zdjęcia do najnowszej produkcji w reż. Filipa Bajona.

Nieco schowana, niewielka ulica Małachowskiego we Wrzeszczu i stara willa, obecnie siedziba firmy Navimor, tego dnia (w czwartek, 30 sierpnia) zupełnie zmieniły swój charakter.

Ulicę zastawiono wielkimi ciężarówkami do przewozu agregatów, kabli i skrzyń na sprzęt filmowy, w głębi stoją kampery z garderobami dla aktorów, namioty ze stanowiskami do charakteryzacji i przebieralniami dla statystów. Do okien willi zaglądają, ustawione na ogromnych wysięgnikach, silne lampy oświetlające wnętrza na piętrze.

Na początku XX wieku mieszkał tu dowódca huzarów Leibhusaren Brigade, feldmarszałek August von Mackensen (1849-1945), który nigdy nie poparł Hitlera. Spędził w Gdańsku 13 lat. Mieszkał tu do 1914 roku, a w rok później otrzymał honorowe obywatelstwa Gdańska i Sopotu (to z jego inspiracji powstała Opera Leśna i rozkwitł hipodrom).

Ostatnio dawna willa wojskowego była jednak miejscem pracy handlowców przedsiębiorstwa budowlano-usługowego. Ściany we wnętrzach pomalowano na biało, biurka ustawiono w opcji open space, na podłodze błyska linoleum.

Teraz filmowcy na moment przywrócili willi dawną świetność, zaprosili tu miniony czas. Okna ubrano w grube story, ściany - w ciemne kolory, przemalowano stiuki, odkryto dębowy parkiet.

W zainscenizowanym przedwojennym salonie, na stylowym stoliku stoją kryształowe kieliszki i pozłacane filiżanki w stylu art déco. Przy fortepianie, w białej koszuli, Mateusz Kroll gra Schumanna.

Wystarczy chwila, by znaleźć się w przedwojennym Gdańsku, przymknąć oczy i marzyć. I tylko oficerki i mundury SS przechodzących przez salon mężczyzn burzą dobry nastrój. Te oficerki i filiżanki to część świata wykreowanego na potrzeby filmu. Jesteśmy bowiem na planie filmu “Kamerdyner”, sagi o Kaszubach, którą reżyseruje Filip Bajon. Epickiej opowieści, która przywołuje lata wspólnego losu Prusów i Polaków na tych ziemiach, rozpiętej pomiędzy początkiem wieku XX a rokiem 1945. Dobre sąsiedztwo już wkrótce zabije wojna.

W postać Mateusza Krolla wciela się Sebastian Fabijański, aktor znany części widowni z ostatniej części “Pitbulla” Patryka Vegi, ale też nagrodzony za debiut na Festiwalu Filmowym w Gdyni za rolę aspiranta Wojciecha Marca w kryminale ”Jeziorak” (2014 r.).

Na fortepianie nauczył się grać do roli… z aplikacji na iPada.

- Zacząłem moją przygodę z fortepianem przygotowując się do tego filmu i... zakochałem się do szaleństwa. Mój przykład świadczy o tym, że naprawdę można, trzeba tylko chcieć - opowiada świeżo upieczony pianista. - Z tą nauką to była zresztą zabawna historia. Siedząc w domu przed świętami Wielkanocnymi obejrzałem film “La La Land”. Zobaczyłem, że ten skubaniec Gosling gra na pianie i to nie jest ściema! W necie przeczytałem, że on nauczył się grać właśnie do tej roli. Niewiele myśląc, poszukałem sklepu w Warszawie, pojechałem i kupiłem instrument. Całe święta stukałem w to piano.

o druga rola Sebastiana Fabijańskiego u Filipa Bajona. Zagrał też w poprzednim filmie reżysera, w “Paniach Dulskich”, a wspólną pracę na planie bardzo sobie ceni.

- Na planie “Kamerdynera” mam wrażenie, że funkcjonuję w świecie dotkniętym artyzmem. W powietrzu unosi się metafora. Oddycham tym artystycznym powietrzem, chociaż w sumie nie lubię tego słowa, bywa pretensjonalne - mówi młody aktor.

Jego bohater przypomina nieco Heathcliffa ze słynnych “Wichrowych wzgórz” Emily Brontë. Sierota, którego przygarnia arystokratyczna rodzina von Grassów, zakochuje się w przybranej siostrze. Będzie to miłość bardzo trudna, pełno tu przeciwności, ale czy skończy się szczęśliwie? Aktorzy nie chcą zdradzać tajemnic scenariusza.

- Postać, którą gram jest pruską arystokratką - mówi Marianna Zydek, która wciela się w Maritę von Krauss, ukochaną Mateusza. - Zakochuje się w Kaszubie. Czy go wybierze? Grając tę postać pozostawiam sobie te znaki zapytania, na wiele kwestii nie znam odpowiedzi i sama jestem ciekawa czy film mi te odpowiedzi podsunie.

Wbrew temu, co piszą media, Marianna Zydek nie jest Kaszubką. Urodziła się w starej Oliwie, a jej rodzice nawet poza Pomorzem. Ale tu niedaleko ulicy Małachowskiego, chodziła do szkoły - do słynnej “Topolówki”.

Miłość jest ważna, buduje oś filmu, ale prawdziwym bohaterem tej opowieści jest kaszubska ziemia i ludzie, którzy na niej żyją. Nie mogło być inaczej, gdy scenarzystą filmu są Michał Pruski i Mirosław Piepka, Kaszuba z krwi i kości.

- Urodziłem się na Kaszubach - mówi Piepka. - Mój ojciec był pisarzem, ale jako 12- letni chłopak, przed wojną pasał krowy u von Grassa. W scenariuszu przekształciłem to nazwisko na von Kraussa. Przez 10 lat wychowywałem się u moich dziadków, dwa kilometry od miejsca, gdzie toczy się akcja. Dziadek był ich nadwornym rzeźnikiem. I tak, kucając przy piecu wieczorami, przy naftowych lampach, byłem świadkiem tych wszystkich wspomnień dziadka i ojca sprzed wojennych lat. Dorastałem w tych opowieściach. 80 procent zdarzeń w tym filmie wymyśliło życie.

Powodów więc, dla których Mirosław Piepka nie mógł nie napisać tej opowieści jest więcej. Jednym z nich jest kobieta.

- Zafascynowała mnie postać Gerdy von Grass. Jej mąż Hermann, to był typowy junkier pruski - kobiety wódka i hulaszczy tryb życia, ale ona to był człowiek. Służyli u niej Kaszubi. Traktowała ich dobrze, uratowała niektórych przed Piaśnicą - opowiada współautor scenariusza "Kamerdynera".

Drugim powodem powstania opowieści był obowiązek.

- Śląsk ma swój tryptyk Kutza, Wielkopolska - “Najdłuższą wojnę nowoczesnej Europy” Cywińskiej, od trzech lat nawet Mazurzy mają “Różę” Smarzowskiego. A Kaszubi nic. Z prostej przyczyny - każda władza podchodziła do Kaszubów, jak do elementu niepewnego narodowościowo, twierdząc że byli progermańscy. Co było wierutną bzdurą, bo oni przez wieki udowodnili, że może w cichości, w skrytości często, lecz trwali przy tym, co polskie. To był największy kop dla mnie, żeby przełamać to tabu - podkreśla Piepka.

Autor zapewnia, że film jest szczery, nie wybiela i nie koloryzuje. Pokazuje, że po obu stronach byli dobrzy i źli ludzie. Ma też jeszcze inne, bardzo aktualne przesłanie.

- Nawet tak różne, przeciwstawne narodowości mogą wspaniale współistnieć i współpracować, tak długo jak polityka czy wichry wojne nie wkraczają na scenę - mówi Piepka.

zródło: http://www.gdansk.pl/wiadomosci/Na-gdanskim-planie-Kamerdynera-wielka-milosc-z-wojna-w-tle-FOTO,a,86882

zdjęcia: Dominik Paszliński gdansk.pl

NAJNOWSZE ARTYKUŁY
© Copyright 2005 - 2017 Portal Regionalny kaszubi.pl
Wydawnictwo Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego
Projekt graficzny: Iselin
Webmaster: Łukasz Makurat
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Kliknij na to powiadomienie, aby je zamknąć.