Do poprawnego działania strony wymagane jest włącznenie obsługi javascript. Zmień to w opcjach Twojej przeglądarki i odśwież stronę.
Artykuł o sytuacji w oświacie
sobota, 16 lutego 2019

Co jakiś czas staram się napisać jakieś uwagi, refleksje związane głównie z edukacją. Tak jest też z tym tekstem, którego punktem wyjścia jest pytanie o przyczyny tak rozbieżnych ocen obecnych działań MEN.    

Oceniam obecną sytuację w szkolnictwie coraz bardziej krytycznie tym bardziej, że w tych tygodniach dochodzą czasami wręcz dramatyczne informacje o planach likwidacji szczególnie tzw. małych szkół. Sam taką kiedyś kończyłem z klasami łączonymi w Świecinie w powiecie puckim, gdzie kierownikiem szkoły był mój ojciec, wspaniały nauczyciel-wychowawca. Stąd i przygnębienie jest większe.

Wojciech Książek

Przewodniczący Gdańskiej Sekcj Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność"
ZKP O/Krokowa

Politycy używają statystyki jak pijak latarni, nie szukają światła tylko punktu oparcia”.

premier brytyjski Benjamin Desiraeli

W ostatnim czasie zasadnym stało się pytanie, co takiego się stało, że w odbiorze jednych sytuacja w szkolnictwie stała się bardzo trudna, ba, wręcz domagająca się czynnych działań protestacyjnych, gdy dla drugich nie ma powodu do niepokoju, sprawy toczą się własnym, zaplanowanym rytmem. Ten rozziew opinii staje się coraz bardziej skrajny. Dlaczego? Powodów wydaje się być kilka.

x.

Pierwszym jest sytuacja płacowa nauczycieli, a także, co też wpływa na atmosferę pracy w szkołach, często niskie wynagrodzenia pracowników administracji i obsługi szkolnej. Paradoksalnie, ale Rząd-MEN stał się w tej sprawie zakładnikiem sukcesu gospodarczego. Wzrost wynagrodzeń w gospodarce narodowej (w grudniu 2018 r. średnia płaca w sferze przedsiębiorstw doszła do 5.250 zł), wzrost płacy minimalnej (w tym roku to 2.250 zł), doprowadził do trudnej do zaakceptowania dysproporcji w stosunku do płac w oświacie. Tym samym przestały robić wrażenie rządowe propozycje wzrostu wynagrodzeń nauczycieli. Problem ujawniła chociażby grudniowa akcja pokazywania tzw. pasków o wynagrodzeniach, które na rękę wynoszą ok. 1800 zł na rękę w przypadku nauczyciela zaczynającego staż w oświacie (wykaz wynagrodzeń zasadniczych obowiązujących od 1 stycznia 2019 r. – w załączeniu). Do tego dochodzą informacje z rynku pracy, że choćby zatrudniając się w sklepach wielkopowierzchniowych płaca, wraz z rożnymi  bonusami, dochodzi, już w pierwszym roku, do ok. 3.5 tys. zł. A mówimy o ludziach, którzy skończyli szkoły wyższe, często uzupełniając o dodatkowe kwalifikacje pedagogiczne. W tej sytuacji nie ma szans, by absolwenci uczelni, np. dobrze wykształceni informatycy, ale też potencjalni nauczyciele przedmiotów zawodowych, którym „na wejściu” w przedsiębiorstwach oferuje się 6 – 8 tys. zł, wybierali szkolnictwo. Aż strach myśleć, a przecież od tego jesteśmy, czym to grozi dla przyszłości polskiej edukacji…

x.

Problemem, który wpłynął na nastroje wśród ludzi oświaty, były obserwacje dotyczące postulatów innych branż ale i zachowań strony rządowej. Chociaż najbardziej poruszyły znaczące podwyżki dla policji, to wydaje się, że zaczęło się od chwiejnej postawy Rządu w czasie protestów lekarzy-rezydentów jesienią 2017 r. Gdyby wtedy zainicjowano debatę na temat struktury wynagrodzeń w szeroko rozumianej sferze budżetowej, przyjęto jakieś ustalenia, progi, które obowiązywały np. w II Rzeczpospolitej, od płacy Prezydenta RP poczynając, można byłoby wyprzedzić nadciągającą falę roszczeń. A tak mieliśmy tylko spektakularne redukcje pensji ministrów i parlamentarzystów, też nie jako działanie systemowe, tylko raczej jako chęć odmiany złych opinii ws. premii ministerialnych. Szkoda tego zmarnowanego czasu na wypracowanie sytemu-drabinki wynagrodzeń, a także np. finansowania zadań oświatowych. Branże pozostały same sobie, w myśl mało solidarnego zawołania „łap i drap”.   

Duże poruszenie wśród nauczycieli wywołały znaczące podwyżki wywalczone przed 11 listopada 2018 roku przez służby mundurowe (650 zł w 2019 r., 500 zł w 2020 r., już nie mówiąc o powrocie do poprzedniego systemu emerytalnego). Pojawiło się pytanie, skoro oni mogli, to dlaczego nie pracownicy oświaty? Skoro tam skuteczna okazała się presja wynikająca z korzystania ze zwolnień L4, to dlaczego nie w oświacie? Skoro tam była presja czasu związana z zabezpieczeniem obchodów 11 listopada, to dlaczego w oświacie nie wskazać na czas egzaminów jako okresu dodatkowej presji na realizację postulatów płacowych?

x.

Trzecia uwaga dotyczy jakiejś zaskakującej opieszałości MEN-Rządu. Niestety, widać, że w obszarze szkolnictwa koalicja rządowo-parlamentarna dostała jakiejś zadyszki, nie potrafi narzucać swych propozycji, tzw. narracji. Mamy początek lutego, a dopiero w tych dniach przyjęto stosowne rozporządzenie MEN i tzw. tabelę wynagrodzeń uwzględniającą podwyżkę o 5% od 1 stycznia 2019 r. Trzeba było jesienią ub. roku, przynajmniej jako poważny punkt wyjścia do negocjacji, w sposób jasny zapowiedzieć:

  • wypłacenie owych 5% wzrostu wraz z pensjami od 1 stycznia 2019 r. (nauczyciele otrzymują wynagrodzenie „z góry”),
  • przesunięcie zaplanowanej na 1 stycznia 2020 r. podwyżki o 5% np. od kwietnia 2019 r.,
  • przyjęcie jakiegoś rozwiązania podnoszącego płace na starcie kariery zawodowej, skoro wydłużono staż, odebrano jednorazowy zasiłek na zagospodarowanie w drugim roku pracy w oświacie (obecnie proponuje się po 1.000 zł dodatku w pierwszym i drugim roku pracy).

A w tej pustce informacyjnej, przeciąganiu rozmów, jako że życie nie znosi próżni, pojawiły się inicjatywy zwolnień L4, żądania wzrostu wynagrodzeń nauczycieli o 1.000 zł na poszczególnych szczeblach awansu zawodowego, czy, jak w sferze mundurowej, o 650 zł. Nie zauważono starej zasady, która mówi, że kto szybko płaci, dwa razy płaci.

x.

To trzy uwagi dotyczące złych nastrojów wielu nauczycieli, pracowników szkół w ogóle. Jest ich więcej. Narasta poczucie chaosu w szkołach, przekonanie, że dzieje się za wiele, za szybko, bez należytych pieniędzy, z narastającymi słabościami prawa oświatowego. Na niewiele zdał się postulat wielu środowisk, by chociażby odłożyć wprowadzanie zmian strukturalnych o minimum rok, czyli do 1 września 2018 roku. Ludzie z MEN wiedzieli swoje. Włączenie do tego pakietu zmian także dotyczących wydłużenia ścieżek awansu zawodowego, ocen nauczycieli spowodowało wzrost poczucia niepewności, zniechęcenia.

Już wystarczająco wiele zmian wniosły same konsekwencje zmiany ustroju szkolnego (od 1 września 2017 r. odwrót z systemu 6 + 3 + 3 do 8 + 4). Trzeba było zmieniać podręczniki, podstawy programowe, dostosowywać do nich programy nauczania. Tymczasem szczególnie w trzecim roku wdrażania zmian pojawiają się problemy z zatrudnieniem, czasami planami likwidacji szkół. Powrót do nauczania przedmiotowego już od IV – V klasy szkoły podstawowej często wymusza łącznie etatu pracą w kilku szkołach. Wytrąca to z poczucia stabilizacji zawodowej. Ono jest ważne w każdej branży.

Tymczasem nie dość, że trwa spór o poziom płac, to przed wieloma szkołami pojawił się szereg pytań przed 1 września 2019 r., gdy do szkół ponadpodstawowych zaczną uczęszczać dwa roczniki, ostatni absolwenci zamykanych gimnazjów, ale i pierwsi absolwenci kończący ósme klasy szkół podstawowych. Ścisk i tak przez cztery lata. Ale to także czas ostatecznego zamykania gimnazjów, z których budynki w ponad 400 w skali kraju pozostaną puste. Samorządy gminne pozostaną bez 1/9 subwencji oświatowej i podobnie mniejszą pulą godzin. To się odbija na zatrudnieniu (już ok. jedna czwarta pracuje w wymiarze niepełnoetatowym). Stąd też wstępne decyzje niektórych organów prowadzących o likwidacji lub ograniczeniu do klas I-III szkół podstawowych części szkół, jak w gminie Puck (a tyle mówiło się, że na wsi szkoła jest takim centrum życia społeczności lokalnej). Pojawiają się dramatyczne pytania rodziców, pracowników. Ten stan na pewno nie wpływa na poczucie stabilizacji w szkołach i wokół nich.

A przez ten ciąg zmian prawnych dotyczących statusu szkół, ocen, tzw. godzin pokarcianych, gdzieś z tyłu pozostaje to, co najważniejsze, fenomen spotkania ucznia i nauczyciela, przekaz wiedzy, umiejętności, treści wychowawczych, patriotycznych, polskości. 

x.

Stąd też w środowisku „Solidarności” oświatowej już w maju 2018 roku przegłosowano postulat odwołania Minister Edukacji Narodowej Anny Zalewskiej. Trochę dziwne były losy tego wniosku, ale został oficjalnie wypowiedziany chociażby podczas zebrania premiera Mateusza Morawieckiego z Komisją Krajową NSZZ „S” w sierpniu ub. roku.

Chociaż osobiście ponad zmiany personalne cenię wcześniejsze przedstawienie jasnych celów programowych, to faktem jest coraz gorzej odbierany ministerialny urzędowy optymizm, wyliczanie w mediach masy danych, średnich, które rozmijają się z płacami i opiniami większości nauczycieli. Rażące staje się też ciągłe poprawianie niedawno przyjętych aktów prawnych, jak chociażby tych ws. ocen nauczycieli. Wzmaga to poczucie przedmiotowości, widzenia MEN jako instytucji oderwanej od życia szkół, czy powtarzanej uwadze, że „MEN jak nawet słucha, to nie słyszy”.(...)

 

Całość tekstu na stronie: www.wojciechksiazek.wordpress.com/uwagi-do-sytuacji-w-oswiacie-czyli-dlaczego-jest-tak/

 

NAJNOWSZE ARTYKUŁY
© Copyright 2005 - 2019 Portal Regionalny kaszubi.pl
Wydawnictwo Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego
Projekt graficzny: Iselin
Webmaster: Łukasz Makurat
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Kliknij na to powiadomienie, aby je zamknąć.