Do poprawnego działania strony wymagane jest włącznenie obsługi javascript. Zmień to w opcjach Twojej przeglądarki i odśwież stronę.
O kaszubskości Gdańska
poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Śledź musi być! Najlepszy jest słodko-kwaśny. Do tego oczywiście pulci - mówi dr Miłosława Borzyszkowską-Szewczyk, współautorka „Kaszubskiego wanożnika po Gdańsku”.

 

 

Co to jest wanożnik?
- Wanoga oznacza wędrówkę po Kaszubach. Każdy student - też Kaszuba − powinien wanożyć. Moi rodzice tak właśnie przed laty się poznali. Potem wanożyły ich córki, teraz wnuki. A wanożnik to kaszubski odpowiednik spacerownika, czyli przewodnika.

Dowodzicie, że Gdańsk jest stolicą Kaszub?
- Gdańsk jest niewątpliwie historycznym, kulturalnym i gospodarczym centrum Kaszub. Nie chodzi nam o zawłaszczanie przestrzeni publicznej, ale o to by przedstawić kaszubską narrację o naszym mieście. Podajemy fakty.

Jest miastem, w którym wszyscy się zmieszczą?
- Trzeba zdawać sobie sprawę, że to miasto jest położone na ziemi Kaszubów. Kaszubi zawsze tu mieszkali. Czasem w patrycjuszowskich domach, czasem w biednych izdebkach. Myślę tu o Kaszubkach, które pracowały jako służące. A Osiek był przez wieki dzielnicą zdominowaną przez ludność kaszubską… Zapominamy często, że historyczne miasto składa się nie tylko z ulicy Długiej.

Ale i na Długiej są kaszubskie ślady. Pomówmy jednak najpierw o kaszubskiej tożsamości. Co to właściwie znaczy?
- Dla każdego coś innego. Profesor Bauman pisał, że człowiek ponowoczesny sam ma prawo decydować kim jest. I odpowiadać na pytanie, które pani postawiła, albo nie odpowiadać.

Pani odpowie?
- Kaszubska tożsamość powstała na styku kultury polskiej i niemieckiej, na styku świata słowiańskiego i germańskiego i w tym napięciu się ukształtowała. Sześćset, a może nawet więcej lat współistnienia z Niemcami miało na pewno wpływ na naszą tożsamość. Kaszuba to Polak pisany z łącznikiem, z kaszubskim atrybutem (Bindestrich-Pole). Większość Kaszubów uważa się za Polaków - to jest narodowa część tożsamości - ale dopełnieniem tego jest tożsamość etniczna. Są też tacy, którzy deklarują, że są Kaszubami i obywatelami państwa polskiego. Nowym zjawiskiem jest tożsamość niemiecko-kaszubska. Przez długie lata wybór opcji niemieckiej wiązał się z rezygnacją z tożsamości słowiańskiej, a więc i kaszubskiej. Po 1989 roku to się zmieniło. Coraz więcej jest Niemców którzy mówią: - Moja babcia pochodziła z Mirachowa, ja też jestem Kaszubą… Gdy jeżdżę po Niemczech z wykładami o współczesnej kaszubskości, zawsze ktoś do mnie podchodzi by wspomnieć, że dziadkowie mówili po kaszubsku.

Może to wpływ Grassa, który wprowadził Kaszubów do światowej literatury?
- Grass przyczynił się do przełamania kaszubskiego kompleksu wśród Niemców o kaszubskich korzeniach. Zanegował niepodważalną wcześniej regułę, że wybierając na pograniczu niemiecką opcję, trzeba się wyrzec kaszubskiego pochodzenia.

Tymczasem w Polsce nie zawsze bezpiecznie jest przyznawać się do tożsamości kaszubskiej. Można usłyszeć, że to oznacza bycie gorszym Polakiem.
- Są tacy, którzy nadal żyją w dziewiętnastym wieku, gdy kształtowała się koncepcja narodu… Naród to pojęcie przede wszystkim wykluczające, wymagające jednoznacznego opowiedzenia się. Przed tym dylematem stoją wszystkie mniejszości. Niedawno rozmawiałam z niemieckim Ślązakiem z Opolszczyzny. Ma doświadczenia podobne jak Kaszubi. Wymaga się od nas jednoznacznego opowiedzenia się. A więc - mimikra, mniejszościowa strategia przetrwania: nie ujawniaj, że jesteś inny. Trzeba być „albo-albo”, albo Polakiem albo Kaszubą, a my chcemy być „zarówno - jak - i”, zarówno Polakiem, jak i Kaszubą. Próbujemy pokazać, że jest to możliwe. Jest to zresztą tendencja globalna, bo migracja jest doświadczeniem powszechnym, a człowiek doświadczony migracją musi łączyć różne konteksty kulturowe i w tym napięciu między nimi, które notabene może ubogacać, musi odpowiedzieć sobie na pytanie: kim jestem?

Wydaje się oczywiste, że różnorodność jest wartością. Günter Grass mówił: kultury homogeniczne są nudne.
- W Gdańsku staramy się pielęgnować wielokulturowość, różnorodność. Maria Partyka-Dąbrowska, slawistka związana z Uniwersytetem Jagiellońskim, ale pochodząca z Tucholi nazywa to otwartą tożsamością pogranicza. Czyli traktowaniem życia na pograniczu właśnie jako ubogacenie. Jest to z pewnością recepta na bolączki nacjonalizmu.

Zarzuca się niekiedy gdańszczanom „opcję niemiecką”. Boli?
- Wielu boli, mnie już nie. Studiowałam germanistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim i gdy mówiłam, że jestem Kaszubką na ogół spotykałam się z twierdzeniem, że Kaszubi to Niemcy. Trzeba oczywiście wyjaśniać jak jest naprawdę, ale pod warunkiem, że interlokutor ma dobrą wolę i jest gotów zweryfikować swoje dotychczasowe postrzeganie.

Dla kogo przygotowaliście „Wanożnik po Gdańsku”? Dla mieszkających tutaj czy dla turystów?
- Dla wszystkich ciekawych świata. Dla Kaszubów. dla gdańszczan, dla turystów.

Ale czy w centrum Gdańska jest wiele kaszubskich śladów? Owszem, na jednej z galerii handlowych jest tablica informująca, że był tam kiedyś targ kaszubski, a na placu nad Motławą gdzie kiedyś Kaszubki sprzedawały ryby jest restauracja rybna, ale chyba nie w tym rzecz.
- Fischmarkt to ważne miejsce, choć dziś zastawione autami, a nie kramami pełnymi ryb, które przywozili z morza Kaszubi. Dlatego latem odbywa się tam impreza zwana właśnie Fischmarktem. Można zjeść ryby w letnich smażalniach. Proszę też nie lekceważyć tablic, oczywiście nie wszyscy je czytają, ale dzięki nim można np. otrzymać informację gdzie mieszkały i działały osoby związane z ruchem kaszubskim. Przy Targu Rybnym mieszkał Lech Bądkowski, pisarz, ideolog ruchu kaszubsko-pomorskiego, współtwórca Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, a swoją pracownię miał grafik Ryszard Stryjec, zwany gdańskim Dürerem, Kaszuba z wyboru - jak się sam określał. Tuż obok trafiamy do kościoła Świętego Jana gdzie odprawiane są msze w języku kaszubskim, o dwa kroki dalej, przy Straganiarskiej, stoi Dom Kaszubski w którym mieści się Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie,redakcja czasopisma „Pomerania” oraz Instytut Kaszubski zrzeszający badaczy zajmujących się Kaszubami. Jest też Tawerna Mestwin…

Zatrzymajmy się w tawernie. Czy Kaszubi jedzą coś jeszcze oprócz śledzi?
- (śmiech) Śledź musi być! Przyrządzony na wszystkie możliwe sposoby. Najlepszy jest słodko-kwaśny. Do tego oczywiście pulci, czyli ziemniaki. Inna potrawa to plince, czyli placki ziemniaczane z cukrem.

Z cukrem? Nigdy w życiu! Moje kresowe podniebienie tego by nie zniosło…
- Spokojnie. Tawerna dostosowuje się do różnych smaków i można plince zamówić ze śmietaną i surówkami .

A co możemy wypić?
- Napój z ogórków z odrobiną octu i cukru, który kiedyś nosiło się pracującym w polu. Jest znakomity na upał.

Z ogórków kiszonych?
- Ze świeżych.

A pamięta pani jak w starej kamienicy w Dolnym Wrzeszczu Halina Winiarska z Jerzym Kiszkisem gotowali grzyby według przepisu z „Wróżb kumaka”?
- Tego spektaklu niestety nie widziałam, ale potem Stowarzyszenie Güntera Grassa zorganizowało piętnaście edycji „Teatru gotowania wedle Güntera Grassa”. Brali w nich udział Jerzy Kiszkis, Maciej Kraiński i niedawno zmarły Florian Staniewski. Oprócz śledzi jedliśmy brukiew zapiekaną z cebulą, turbota w sosie estragonowym i kaszę manną z konfiturami z wiśni, a także łopatkę baranią z fasolką i gruszkami. Ostatnie dwa spektakle miały miejsce w Tawernie Mestwin - dla wszystkich chętnych nie starczyło miejsca.

Nieopodal Poczty Polskiej powstaje Dom Grassa i Chodowieckiego.
- Właśnie na Osieku! Połączenie tych dwóch postaci w jednym ośrodku to interesujący pomysł. Warto wiedzieć że Grass uczynił wiele dla przypomnienia twórczości swojego krajana, malarza Daniela Chodowieckiego. Założył fundację jego imienia i prowadził w Gdańsku rozmowy na temat powstania placówki, która będzie dokumentowała jego twórczość. Dziś szykuje się miejsce poświęcone obu tym wybitnym gdańszczanom. I bardzo dobrze!

Czytałam w Przeglądzie Politycznym pani artykuł „Gdańsk Grassa”. Bardzo interesujący. Pisze pani, że najbliższą pani książką Grassa jest „Przy obieraniu cebuli”. Wzbudzała swego czasu wielkie emocje.
- Kontrowersje pojawiły się, gdy Grass wyznał, że był w Waffen SS. To wyznanie zdominowało recepcję powieści, tymczasem jest to książka o zmaganiu się z pamięcią, o mechanizmach wspominania, o tym co człowiek skrywa, a co się ujawnia gdy zaczynamy symbolicznie „obierać cebulę”. Chodzi o zdejmowanie kolejnych warstw pamięci. Grass-narrator odsłania też wiele wątków kaszubskich. Pokazuje jak w czasach narodowego socjalizmu stygmatyzowało go kaszubskie pochodzenie, to, że nie był stuprocentowym Niemcem.

Wróćmy do „Kaszubskiego wanożnika”. Wchodzimy do katedry oliwskiej…
- … zwanej Kaszubskim Wawelem. Katedra w Oliwie jest dumą wszystkich gdańszczan, ale nie wszyscy wiedzą, że to też nekropolia książąt kaszubsko-pomorskich, którzy założyli miasto Gdańsk i dzielnie go bronili. Do Świętopełków, Mestwinów (Mściwojów), do Samborów, do Warcisławów odwołuje się literatura kaszubska, do nich odwoływali się Majkowski i Bądkowski. Na ile był to ród kaszubski, a na ile uznany za swój przez Kaszubów, to temat dyskusji, którą toczą historycy. Ale istotne jest to, jakie miejsce zajmują obecnie w pamięci Kaszubów książęta gdańsko-pomorscy. Także Günter Grass często wracał do tego mitu.

A którą dzielnicę Gdańska lubi pani najbardziej?
- Zdecydowanie Wrzeszcz.

Górny czy Dolny zwany Wrzeszczem Grassa?
- Mikrokosmos świata Grassa ma dla mnie oczywiście wielkie znaczenie. Można nawet powiedzieć -magiczne. Nie dzielę jednak Wrzeszcza, przeciwnie, wliczam do niego nawet Morenę, gdzie kiedyś mieszkałam z rodzicami, o Strzyży już nie wspominając. Byłam uczennicą IX Liceum Ogólnokształcącego, które opisał nie Grass ale Paweł Huelle. To w tej szkole, w 1990 roku, gdy zmieniło się nastawienie władz państwowych do mniejszości, zorganizowano naukę języka kaszubskiego. Wśród siedmiorga uczniów zainteresowanych tym przedmiotem były dwie Kaszubki: Miłosława i Sławina Borzyszkowskie. Zajęcia prowadziła Katarzyna Kiedrowska - Zagozdon, studentka gdańskiej polonistyki i członkini Klubu Studenckiego „Pomorania”. Dodam, że z Wrzeszcza pochodzi mój mąż i do tej dzielnicy wróciliśmy po naszych osobnych wędrówkach po świecie.

Dziś Kaszubi pracują na gdańskich uczelniach, są we władzach samorządowych i państwowych. Nie wspomnę już o najważniejszym Kaszubie - przewodniczącym Rady Europejskiej Donaldzie Tusku…
- Widać, że Kaszubi też podlegają procesom urbanizacji (śmiech). Zakonserwowany - także przez Grassa - mit wiejskiej ludności kaszubskiej na pewno nie znajduje odzwierciedlenia w otaczającej nas dziś rzeczywistości. Procesy, które obserwujemy rozpoczęły się zresztą już w połowie XIX wieku. Reformy pruskie spowodowały, że zamożni chłopi, na Kaszubach gburzy, byli w stanie wysyłać swoich synów na studia. Już więc w dziewiętnastym wieku zaczęła powstawać kaszubska rodzima inteligencja i rodził się ruch kaszubsko-pomorski. Jego inicjatorem był Florian Ceynowa zwany budzicielem Kaszubów.

Gburzy - kim byli?
- Po polsku gbur znaczy prostak, po kaszubsku „gbur to mur”, to określenie na warstwę zamożnych chłopów, historyczną ostoję elit regionalnych. To jedna z istotnych różnic międzykulturowych. Dziś te elity wspiera wspomniany już Instytut Kaszubski, który istnieje w Gdańsku już od dwudziestu trzech lat i zrzesza około 150 członków z dziewięciu państw. Nawiązuje on do idei młodokaszubów, która pojawiła się na początku dwudziestego wieku.

A istnieje mafia kaszubska na Uniwersytecie Gdańskim?
- (śmiech). Niektórzy tak żartują. Jesteśmy środowiskiem zróżnicowanym wewnętrznie, ale potrafimy działać na rzecz wspólnego dobra.

„Kaszubski wanożnik po Gdańsku” poświeciliście prezydentowi Pawłowi Adamowiczowi…
- Bo książka powstała z inspiracji prezydenta Adamowicza. Napiszcie wreszcie o tej kaszubskości Gdańska - zachęcał. Przekonywał nas, że gdańszczanie potrzebują takiej publikacji. Dziękujemy mu za zrozumienie i wrażliwość na kaszubską obecność w naszym wspólnym mieście. Pochodził z rodziny wileńskiej ale od 1990 roku należał do Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego i przez lata przesiąkł kaszubszczyzną. Promował ją. Zdajemy sobie zresztą sprawę, że przeciwnicy polityczni wykorzystywali to przeciw niemu.

 

Rozmowę przeprowadziła Barbara Szczepuła

* * *
Autorami przewodnika są: Miłosława Borzyszkowska-Szewczyk, Cezary Obracht - Prondzyński i Bogumiła Cirocka.

Źródło: https://plus.dziennikbaltycki.pl/napiszcie-wreszcie-o-tej-kaszubskosci-gdanska-zachecal-dr-miloslawe-borzyszkowskaszewczyk-sam-pawel-adamowicz-rozmowa/ar/c1-14043747

NAJNOWSZE ARTYKUŁY
© Copyright 2005 - 2019 Portal Regionalny kaszubi.pl
Wydawnictwo Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego
Projekt graficzny: Iselin
Webmaster: Łukasz Makurat
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Kliknij na to powiadomienie, aby je zamknąć.