Do poprawnego działania strony wymagane jest włącznenie obsługi javascript. Zmień to w opcjach Twojej przeglądarki i odśwież stronę.

Kaszubskie Zaduszki i związane z nimi dawne tradycje

 

Co roku w pierwszych dniach listopada, odwiedzamy groby naszych bliskich, przyjaciół i znajomych, którzy odeszli z ziemskiego świata. Każdego roku, pierwsze listopadowe dni są dla wielu z nas chwilami zadumy i wspomnieniem zmarłych. Uroczystość Wszystkich Świętych oraz Dzień Zaduszny, dziś wygląda już zupełnie inaczej niż kilkadziesiąt lat temu. Także w ten obszar wkracza wszechobecna komercja i seryjna tandeta. Stare obrzędy, kultywowane przez dziesiątki, czasem setki lat są wypierane przez nowe zwyczaje. Wielka szkoda, że część dawnej tradycji, choćby w formie ustnej, nie jest przekazywana w następne pokolenia. W zdecydowanej większości wiedza naszych pradziadów, w której zapisany był pewien rodzaj mądrości ludowej odchodzi w zapomnienie. Jak wyglądało to dawniej na Kaszubach?

 

Zwyczaje związane z Dniem Zadusznym i Świętem Wszystkich Świętych

Oprócz tradycyjnych zwyczajów, kontynuowanych do dzisiaj, związanych z odświętnym przygotowaniem grobów, kultywowano wiele innych zwyczajów, których próżno dziś szukać.

Dawniej, ludność kaszubska powszechnie wierzyła, że w Dzień Zaduszny, dusze zmarłych przychodzą na swoje groby. Aby sprawić im przyjemność, podobnie jak dzisiaj przystrajano mogiły gałązkami świerku oraz kwiatami. Gospodynie plotły specjalny wieniec ze świerku, zwany lebensbaum. Przed uroczystościami Wszystkich Świętych kobiety wypiekały niewielkie bochenki chleba, które dzieci rozdawały w przeddzień święta ubogim, by modlili się za dusze czyśćcowe.

Podobnie jak dziś, na początku listopada, cmentarze rozświetlał blask tysięcy świec, zwany przez Kaszubów wiecznym widem (wiecznym światłem).

Według wierzeń w dzień Wszystkich Świętych, przy mogiłach gromadziły się dusze czyśćcowe, mające w tym czasie przywilej od Boga, związany z opuszczeniem po południu bram czyśćca. Dusze czyśćcowe będące tego dnia przy swoim grobie, mogły za sprawą modlitwy swych bliskich dostąpić wybawienia. Najbardziej skuteczną metodą było w tym wypadku odmawianie różańca.

W Dzień Zaduszny funkcjonował dawniej zwyczaj, dzisiaj już zupełnie nieznany – na cmentarzach można było spotkać grupy chłopców poprzebieranych za diabły i inne maszkary. Grupy takie były wyposażone w specjalne instrumenty – diabelskie skrzypce, grzechotki, klekotki, sznërë, knarë i burczybas (tradycyjne instrumenty kaszubskie). Tak przebrane i wyposażone zespoły miały za zadanie odpędzić złe duchy, które przeszkadzały wejść na cmentarz potępionym duszom.

Grupy chłopców poprzebieranych za diabły i inne maszkary. Rys. Marian Busler

 

Złe duchy i czarownice zatrzymywały wspomniane dusze poza cmentarzem, zwabiając je na orgie, przeszkadzając w wybawieniu.

Pierwsze listopadowe dni przesycone były ciszą i skupieniem. W domach, w których były piece, rozpalano ogień. Przy piecach, zostawiano miejsce na ławie dla przychodzących dusz, aby mogły usiąść i ogrzać się. Psy nie były wypuszczane na wolność. Wierzono, że mają one zdolność widzenia duchów i mogłyby przeszkadzać im w wędrówkach. Jeśli ktoś wybierał się w wieczorną podróż powinien trzymać się środka drogi. Masowe wędrówki dusz w tym czasie mogły sprawić, że idący drogą człowiek, mógłby przeszkadzać. Wynika to z faktu, iż dusze lubią chodzić bokiem drogi. Wolą też wąskie i mniej uczęszczane ścieżki, niż szerokie trakty.

Dawniej na Kaszubach w ciągu całego roku, starano się nie wylewać pomyj lub jakiejkolwiek wody między godziną 23 a 1 w nocy, aby nie zrobić krzywdy wędrującym w tych godzinach duszom pokutnym. Wymieniony zakaz był jeszcze bardziej surowy w dniu Wszystkich Świętych, kiedy to wzbraniano się przed tą czynnością przez całą dobę. Jeśli ktoś to czynił, zalecano wylewanie wody nisko przy ziemi. Zdarzało się, że taka osoba wymawiała ostrzeżenie skierowane do wędrujących dusz – në terô sã pòsënita, jeżlë wa tu jesta (no, teraz się posuńcie, jeśli tu jesteście).

W noc Wszystkich Świętych nie można było zostawiać na stole widelców oraz noży. Czyniono tak z obawy, iż wędrujące dusze mogą się pokaleczyć. Pozostawiano za to pożywienie, aby przychodzący z zaświatów byli przekonani o życzliwości i pamięci domowników. Wierzono, że dusze idą za kapłanem wracającym z procesji do kościoła, aby uczestniczyć w liturgii duchów. Msza święta rozpoczynała się o północy. Nikt z żywych w tym czasie nie mógł wchodzić do świątyni. Panowało przekonanie, że pokutujące dusze rozszarpałyby takiego człowieka żywcem.

W Dniu Zadusznym wzbraniano się przed pracą w polu, oraz wykonywaniem większych zajęć. Podobnie jak dziś, ludność odwiedzała tego dnia groby swych bliskich. Funkcjonował pogląd, że zapalenie świeczki na grobie przynosi duszy wielką ulgę i jest dla niej wielkim darem. Wykonanie tej czynnosci mogło przyczynić się nawet do rychłego zbawienia duszy. Zwyczaj palenia świec na grobach związany jest z prastarą symboliką ognia, który broni przed złem.

Modły za zmarłych trwały przez cały listopad zarówno w kościołach jak i domach gdzie ludność odmawiała wspólnie modlitwę różańcową. Wierni składali u kapłanów karteczki z imionami i nazwiskami zmarłych wraz z datkami. W ich intencji modlono się w czasie mszy świętej.

Starsi ludzie opowiadali często o spotkaniach z duszami bliskich lub sąsiadów. Temat ten powracał szczególnie w listopadowe dni. Sądzono, że zmarli ukazują się w konkretnym celu. Najczęściej była to prośba o modlitwę, czasem chodziło o bardziej przyziemne sprawy, związane np. z uregulowaniem długu czy wynagrodzeniem krzywdy, wyrządzonej za życia. Specjalnym rodzajem wizyt mieszkańców z zaświatów, bywali wyróżnieni nieliczni Kaszubi. Duch zagadnięty przez takiego człowieka, zobowiązywał się do tzw. chodzenia na pokutę. Zgodnie z tym zobowiązaniem, wspomniana dusza pokutująca oczekiwała każdego dnia, o ustalonej porze na swego wybawcę. Następnie wspólnie odmawiali modlitwę. Miejscem takich spotkań były najczęściej spokojne, mało uczęszczane okolice przy Bożych Mękach (przydrożnych kapliczkach). Żywy wymawiał pierwszą część modlitwy, natomiast dusza ją kończyła. Zdarzały się także przypadki nocnego odprawiania pokuty na Kalwarii Wejherowskiej i pielgrzymowania po jej stacjach.

Idąc wieczorem i napotykając nieznajomego, który mógł okazać się duchem, trzeba było najpierw wypowiedzieć słowa – wszelczi duch Póna Bòga chwôli (wszelki duch Pana Boga chwali). Jeśli po tym nieznajomy nie odzywał się, zalecano zadać następne pytanie – czegò të òde mie żądôsz? (czego ty ode mnie żądasz?). Duch nigdy nie rozpoczynał rozmowy jako pierwszy. Zdarzało się, że proszony przez niego o pomoc człowiek, nie chciał wypełnić pokuty. Wtedy wspomniana dusza przychodziła do takiej osoby wielokrotnie i hałasując dopominała się o to ponownie. Dusze pokutujące miały postać szarą i ciemną. Po wypełnieniu całej pokuty, przybysz z zaświatów dziękował swojemu wybawcy i przybierał jasny, świetlisty wygląd, jaśniejąc niebiańskim blaskiem, po czym znikał. Przed odejściem dusza pytała nieraz wybawiciela o jego życzenie. Panowało przekonanie, że osoba odprawiająca pokutę w niedługim czasie umrze. Reguła ta nie zawsze się sprawdzała. Zdarzało się, że taka osoba poznawała datę swej śmierci od wybawionej duszy.

Dusze czyśćcowe były dla modlących się za nie prawdziwymi sprzymierzeńcami w wielu ziemskich problemach, począwszy od tak prozaicznych spraw jak poranne budzenie, a skończywszy na pomocy w poważnych prośbach.

Pokutująca dusza. Rys. Marian Busler

 

Śmierć i pogrzeb

Ciekawy jest fakt, iż śmierć nie budziła wśród Kaszubów wielkiego lęku. Uważano ją za normalne zjawisko – kòżdi ùmrze, czej jegò czas wińdze (każdy umrze, kiedy jego czas nadejdzie). Ważne było, czy człowiek który odchodził z ziemskiego świata należycie przygotował się do tego. Czy pozamykał i uregulował wszystkie swoje ważne sprawy. Dlatego też funkcjonowało pojęcie dobrej i złej śmierci. Dobra to ta, która przychodziła gdy człowiek był do tego należycie przygotowany, pojednał się z bliskimi i z Bogiem. Zła to najczęściej śmierć nagła, przerywająca wiele rozpoczętych spraw itd. W starych kaszubskich modlitewnikach możemy znaleźć modlitwy w intencji dobrej śmierci.

Kaszubi wyobrażali sobie śmierć jako chudą, bladą kobietę, okrytą białą płachtą. Stąd jej określenie – biôłô (biała). Jej zwiastunami były często sny, w których pojawiało się wypadanie włosów, piasek, mięso, wypiekanie chleba, wesele i bielizna. Wierzono, że szybka śmierć może spotkać człowieka zbyt często oglądającego swoje ręce lub zdejmującego często pierścionek z palca. Nadejście śmierci zwiastowały różne inne znaki w postaci dziwnych odgłosów i hałasów w domu, zatrzymanie zegara – jak chtos ùmrze, zégar sóm staje (jak ktoś umrze, zegar sam staje), chwytanie za klamkę i uderzanie w okno. Takie zwiastuny mógł dawać sam umarły swym bliskim, mówiąc o swojej śmierci i zbliżającym się pogrzebie. Śmierć zwiastowało zachowanie, niektórych zwierząt – wycie psa i hucząca sowa. Niechybnym jej zwiastunem mogła być także ukazująca się zjawa – sobowtór przyszłego nieboszczyka. Wierzono, że śmierć wchodzi do domu przez okno. Istniało ogólne przekonanie, że nie jest dobrze umrzeć o północy, gdyż zło ma wtedy więcej przystępu do ludzi, a dusza musi błąkać się w ciemnościach. Sam moment odchodzenia, agonii Kaszubi zwą ostatnią walką. Według wierzeń, przy łożu zmarłego gromadzą się zastępy dobrych i złych duchów, walczące o duszę umierającego. Dlatego tak ważna jest w tym momencie modlitwa bliskich oraz wieczny wid w postaci  palącej się gromnicy.

Po śmierci bliskiego, domownicy zatrzymywali zegary, aby nie przeszkadzały duszy przebywającej w pobliżu zwłok.

Pogrzeb poprzedzała tzw. pusta noc. W jej obrzędach uczestniczyli bliscy i znajomi zmarłego. Była to ostatnia noc przed dniem pogrzebu. Wyprawiano ją wyłącznie ludziom dorosłym, nigdy zmarłym dzieciom. W wielu miejscowościach kaszubskich mieszkali tzw. śpiewacy pogrzebowi, będący zazwyczaj mężczyznami. Osoby te przewodziły obrzędom pustej nocy, śpiewając charakterystyczne pieśni związane tylko z tym dniem. Przez całą noc trwały modlitwy za zmarłego. Sam zmarły leżał w otwartej trumnie przystrojonej kwiatami. Na stole stawiano krzyż, czasem tabakierę, która krążyła wśród żałobników. Okna izby były zasłonięte białym płótnem. O 23 oraz 3 w nocy podawano słodką kawę i chleb z masłem. Pustą noc kończono pieśnią:

 

 

Ju jidã do grobù smùtnégò, cemnégò,

Już mie nie òbaczisz, jaż dnia sądnégò

 

(Już idę do grobu smutnego, ciemnego,

Już mnie nie zobaczysz, aż do dnia sądnego)

 

Obrzędy pustej nocy kończyła wizyta księdza, który odprawiał pogrzebowe modlitwy za zmarłego oraz mieszkańców jego domu. Kapłan święcił również wóz, którym miała być transportowana trumna oraz początek drogi, którą kondukt żałobny miał udać się na cmentarz. Zwyczaj święcenia, powtarzała po księdzu często gospodyni domu.

Dziwne zjawiska można było zaobserwować u gospodarzy, którzy hodowali pszczoły. Na chwilę przed wyprowadzeniem trumny z domu, pszczoły przylatywały i siadały na oknie izby, w której leżał zmarły. Według wierzeń kaszubskich pszczoły przylatywały pożegnać się i podziękować swemu właścicielowi. Równocześnie witały jego następcę, który będzie się nimi zajmował. Zwyczajem było, że podczas wynoszenia zmarłego z domu, przepłaszano wszystkie należące do niego zwierzęta, aby to co w nich złe, poszło na cmentarz razem z ciałem ich właściciela. Najlepiej było, aby wymienioną czynność dokonał następca zmarłego. Jeśli czyniła to inna osoba to zwyczaj nakazywał, aby jej za to zapłacić. W innym przypadku zło mogło wrócić z powrotem. Często po wyprowadzeniu trumny przewracano wszystkie krzesła w pokoju gdzie leżał zmarły. Miało to na celu zatrzymanie szczęścia panującego w domu. Żałobnicy odprowadzając trumnę na cmentarz szli w pewnej odległości za nią. Wierzono, że za trumną idzie dusza zmarłego. Orszak żałobny najpierw udawał się do krzyża na terenie miejscowości, a następnie do kościoła. Od krzyża, wszyscy żałobnicy skupiali uwagę, kto będzie pierwszą postacią nadchodzącą z naprzeciwka. Jeżeli był to mężczyzna to następną zmarłą osobą we wsi był także przedstawiciel tej płci, jeśli niewiasta to pierwsza w wiosce umierała kobieta. Jeżeli z wieńców żałobnych opadały kwiaty był to znak, że w niedługim czasie wieś czeka kolejny pogrzeb. Po pogrzebie wszyscy jego uczestnicy udawali się na stypę. Była to ostatnia cześć oddana zmarłemu. Uważano, że jest to ostatni jego posiłek, który zmarły spożywa razem z żyjącymi. Na stole pozostawiano jedno puste nakrycie przeznaczone właśnie dla niego. Wieczorem, najbliżsi członkowie rodziny byli zapraszani na kolację. Spożywano ją w izbie, w której przed kilkoma godzinami leżał zmarły. Panował pogląd, że podczas stypy i kolacji grzechem byłoby nie jeść, ponieważ wszystkie posiłki są stawiane przez zmarłego. Bardzo charakterystyczne były dawniej pogrzeby na Półwyspie Helskim, gdzie orszak pogrzebowy przeprawiał się z trumną na cmentarz łodziami drogą morską. Podobne orszaki spotkać można było na niektórych, większych jeziorach kaszubskich. Często zmarłemu wsadzano do trumny monetę na taką wodną przeprawę. Nie sposób nie zauważyć w tym obrzędzie podobieństwa do przeprawy mitologicznym Styksem. Mężczyznom wsadzano zazwyczaj, nieodłączny atrybut mieszkańców tej ziemi tabakierę.

Pogrzeb na wodach jeziora. Rys. Marian Busler

 

Kaszubskie upiory – wieszczi (wieszczy) i òpi (łopi)

Tak jak wspomniano wcześniej, Kaszubi nie obawiali się śmierci, natomiast bali się wielokrotnie zmarłego człowieka. Dlatego też bacznie obserwowano nieboszczyka, szczególnie podczas tzw. pustej nocy, kiedy modlono się za zmarłego.

Jeśli policzki nieboszczyka w czasie obrzędów pustonocnych zaczynały się rumienić, a ręce na piersiach opadały same w dół, był to znak, że zmarły w niedługim czasie stanie się tzw. wieszczym czyli upiorem. Występowały zarówno formy męskie wspomnianej istoty tzw. wieszczy oraz żeńskie tzw. wieszcza. Taki człowiek złożony do grobu zachowywał charakterystyczny rumieniec i po jakimś czasie zaczynał gryźć swoje ciało. Dopóki to czynił jego żyjący krewni zapadali na różne choroby, czasem umierając. Gdy upiór nie miał już czego gryźć, wychodził nocami ze swego grobu i wysysał krew swoich bliskich. Kaszubi bronili się przed wieszczym na wiele różnych sposobów. Zmarłemu dawano do trumny wyrwaną kartkę z modlitwą, gdzie brakowało słowa „amen”. Chodziło o to, aby była to niekończąca się modlitwa. Innym sposobem było włożenie do trumny starego swetra. Gdy nieboszczyk budził się jako upiór musiał tę wełnę spruć i zwinąć w kłębek, co zajmowało wiele czasu, bo wełna się rwała. Korzystano także z pomocy księży, którzy odmawiali egzorcyzmy. W skrajnych wypadkach odkopywano trumnę nieboszczyka i odcinano mu głowę, odwracając do ziemi wsadzano ją w nogach zmarłego. Było to całkowite unieszkodliwienie upiora. Wierzono, że niemowlę, które rodzi się w tzw. czepku może w przyszłości, po śmierci zostać wieszczym.

Skrajną odmianą wieszczego był tzw. łopi, będący najbardziej niebezpiecznym z upiorów. Łopi nie zabijał pojedynczo. Ten groźny upiór uśmiercał zbiorowo całe wioski. Wierzono, że taka istota chodzi nocami po wsiach i odwiedza swoich bliskich i znajomych. Łopi pukał w okna i zadawał pytanie – spita wa? (śpicie?) Jeśli domownicy odpowiadali, że śpią, łopi odpowiadał spita, na wieczi wieków amen (śpijcie, na wieki wieków amen). W tym momencie domownicy umierali. Obroną przed takim pytaniem był brak odpowiedzi Jeszcze bardziej groźne dla całej wsi było gdy łopi próbował dostać się do kościelnej dzwonnicy i zabić w dzwony. Każdy kto usłyszał takie bicie umierał – chto te zwònë czëje, mùszi ùmrzéc (kto te dzwony słyszy, musi umrzeć). Często działo się tak, że łopi ścigał się z kościelnym do dzwonnicy.

Zwyczaje dotyczące kaszubskich upiorów od wielu lat już nie funkcjonują. Dziś, opowieściami o nich można postraszyć w listopadowe dni tych bardziej strachliwych.

 

Andrzej Busler

 

 

 

Zachęcamy do wsparcia działalności naszego Oddziału. Jesteśmy organizacją pożytku publicznego. Będziemy wdzięczni za przekazanie 1%

KRS 0000018943

 

ZKP Oddział Gdynia

KPZ Part Gdiniô

 

ul. Słowackiego 44/7

81-392 Gdynia

Numer konta:

82 1020 1853 0000 9902 0067 4812

Biuro:

wtorki 16.00-17.00

 

Partnerzy:

                                                                                              

 

 

                    

      

 

 

 

© Copyright 2017 Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie Oddział Gdynia
Projekt graficzny: Iselin
Webmaster: Łukasz Makurat
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Kliknij na to powiadomienie, aby je zamknąć.