Do poprawnego działania strony wymagane jest włącznenie obsługi javascript. Zmień to w opcjach Twojej przeglądarki i odśwież stronę.

Edmund Szczesiak

XXVII Kaszubski Spływ Kajakowy

Z Remusem na Pomorsce

Jest kaszubski nie tylko z nazwy i z przebiegu tras, ale przede wszystkim z połączenia przygody wodniackiej z bogatym kaszubskim programem kulturalnym na lądzie. Spływowi patronuje bohater powieści kaszubskiej, jej fragmenty są czytane codziennie w języku kaszubskim, na maszcie powiewa żółto-czarna flaga, a popołudniami i przy wieczornych ogniskach odbywa się przyspieszona edukacja regionalna.

Taki był również tegoroczny – XXVII Kaszubski Spływ Kajakowy Śladami Remusa, który rzeką Słupią prowadził z Sulęczyna do Słupska.

Trudna rzeka

Pływamy w cyklu olimpijskim (jak zwykł nazywać powtarzalność tras Janusz Kowalski, pomysłodawca Remusowych spływów): Wdą, Brdą, Kółkiem Raduńskim i Słupią. Ten ostatni szlak, a wypadło nam go w tym roku pokonać już po raz siódmy, jest najtrudniejszy: pełen przyspieszeń prądu wody nazywanych bystrzami i licznych przeszkód. Jego 38-kilometrowy odcinek między Sulęczynem a Gałąźnią Małą figuruje w wykazie górskich szlaków kajakowych. A już szczególnie uciążliwy i niebezpieczny jest odcinek w samym Sulęczynie i zaraz za nim. Najpierw trzeba pokonać najeżone kamieniami bystrze, a potem spłynąć słynną „sulęczyńską rynną”: 300-metrowym, pełnym głazów odcinkiem o spadku spotykanym jedynie w górach. „Sterowanie kajakiem jest bardzo trudne. Ustawienie go w poprzek może skończyć się rozerwaniem lub przepołowieniem, bo woda napiera z ogromnym impetem” – można przeczytać w przewodniku dla kajakarzy „Słupia” Zbigniewa Galińskiego.

Pomni tych przestróg miejsce niedzielnego startu wybraliśmy za tym groźnym odcinkiem, namioty natomiast rozstawiliśmy już w sobotę 7 lipca br. w pobliżu centrum wsi, na rozległej łące obok ośrodka Podróżnik, z którego zaplecza sanitarnego pozwolono nam – za opłatą – korzystać.

Po sprawnie przeprowadzonej przez Bożenę Gorajek rejestracji, po posiłku polowym przywiezionym w termosach z restauracji Ha-Wa-Ka w Czarnej Dąbrówce (stamtąd pochodziły także pozostałe posiłki dostarczane na kolejne biwaki), był czas na kąpiel w jeziorze Węgorzyno, zwiedzanie wsi i ewentualny udział w wieczornej mszy świętej z liturgią niedzielną w miejscowym kościele. Dopiero bowiem o ósmej wieczorem przystąpiliśmy do otwarcia spływu. Tak późna pora (dotąd odbywało się ono o godzinie piętnastej) była podyktowana udziałem części spływowiczów  i gości w XIV Zjeździe Kaszubów w Sopocie. Umożliwiło to uczestnictwo w otwarciu m.in. prezesowi Klubu Turystycznego Wanożnik Bernardowi Hinzowi, a także członkom nowej i bardzo prężnej sekcji motocyklowej Wanożnika, którzy w pochodzie w Sopocie paradowali na motorach

Uroczyste otwarcie spływu zapoczątkowało tradycyjne odczytanie, po polsku i po kaszubsku, fragmentu powieści Aleksandra Majkowskiego „Żëcé i przigòdë Remùsa”. Jej bohater patronuje nam od pierwszego spływu, a czytanie epopei jest codziennym rytuałem (od niego zaczynają się wieczorne ogniska). Staramy się tak dobierać fragmenty, żeby przystawały do miejsc, w których przebywamy. Tym razem były to głównie zachodnie Kaszuby, więc towarzyszyła nam opowieść z części trzeciej o przygodach Remusa i jego kompana Trąby na Pomorsce. Jedynie w Sulęczynie został odczytany początkowy fragment z części pierwszej, w którym autor opisuje miejscowości odwiedzane przez bohatera powieści, wędrownego kramarza, z okazji jarmarków czy odpustów. Mowa tam też o Sulęczynie, „chdze kòscół ni mo zwónnice”.

Otwierając, jako przewodniczący Komitetu Spływowego kierującego przygotowaniami, imprezę, przypomniałem, że podążać będziemy nie tylko po śladach Remusa, ale i szlakiem papieskim. W lipcu 1964 roku arcybiskup Karol Wojtyła, późniejszy papież, uczestniczył w niewielkim spływie rzeką Słupią. „Rodzinka Wujka Karola” wystartowała z Jeziora Gowidlińskiego i dopłynęła do Słupska, a upamiętnia tę wyprawę dziewięć wielkich głazów ze stosownymi napisami, usytuowanych w miejscach biwaków, oraz ozdobny mur, z mozaiką przedstawiającą wizerunek Jana Pawła II i kajaki w miejscu startu, w Gowidlinie.

Po uczczeniu minutą ciszy pamięci zmarłego w październiku ubiegłego roku niestrudzonego barda spływowego Waldemara Winieckiego, o wciągnięcie flagi na maszt poprosiłem jedyną uczestniczkę wszystkich dwudziestu siedmiu spływów Remusowych Henrykę Mułkowską, najstarszą wiekiem (chociaż bardzo młodą duchem) Barbarę Wójcicką (lat 92) i wieloletniego komandora „Remusa” Eugeniusza Gutfrańskiego. Czarno-żółta flaga kaszubska powędrowała na maszt przy słowach hymnu kaszubskiego „Tam gdze Wisła òd Krakòwa ”, a formułę: „XXVII Kaszubski Spływ Kajakowy Śladami Remusa uważam za otwarty” wypowiedział komandor Stefan Gorajek, od ubiegłego roku realizator spływu (na zlecenie i we współpracy z KT Wanożnik), który następnie przedstawił kierownictwo spływu.

Dalszą część sobotniego wieczoru wypełniło spotkanie z członkami Oddziału Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Sulęczynie, którzy przybyli do nas także prosto ze Zjazdu Kaszubów. Była wśród nich prezes oddziału Janina Krefta, wiceprezes Ireneusz Korda, a także były prezes, a obecnie członek Rady Naczelnej Gerard Gawin. Nie przybyli z pustymi rękami, ale z pienistym poczęstunkiem, który ułatwił wymianę doświadczeń. 

Długi pierwszy etap

Nazajutrz, idąc wzdłuż Słupi na miejsce startu, mogliśmy się przekonać, że groźne opisy „rynny sulęczyńskiej” to żadne strachy na Lachy. Woda rwała jak szalona, przemykając między wystającymi ponad powierzchnię głazami, tworzącymi swoisty tor przeszkód. Mimo że pominęliśmy najtrudniejszy odcinek, pierwszy etap okazał się bardzo wyczerpujący. Zdradliwe pale, niskie kładki, a po wpłynięciu w otulinę Parku Krajobrazowego Dolina Słupi niezliczone zwalone drzewa przegradzające rzekę – takie niespodzianki czyhały na nas tego dnia. Do tego przenoszenie kajaków z kanału prowadzącego do elektrowni Struga (znanej z tego, że znajdują się tam i działają dwie najstarsze na świecie żarówki, zamontowane w 1898 roku) na rzekę.

W porównaniu z poprzednim spływem Słupią etap ponadto się wydłużył się: wówczas biwakowaliśmy na południowowschodnim krańcu Jeziora Żukowskiego, w pobliżu wsi Jamno w gminie Parchowo. Teraz popłynęliśmy aż do Soszycy. Trzeba tu dodać, że realizator spływu Stefan Gorajek zakupił na ten spływ kolejne nowe kajaki, tak że nikt nie mógł narzekać, że przypadły mu jakieś rupiecie, jak to się zdarzało wcześniej. W sumie przebyliśmy prawie 16 km. Jak na standardy naszego rekreacyjnego spływu etap wyjątkowo długi. Tego dnia (i tylko tego dnia) towarzyszyła nam grupa motocyklowa z jej szefem Włodkiem Dawidowskim, oczywiście nie na motorach, ale wypożyczonych w przystani w Sulęczynie kajakach. Pożegnali się z nami po przypłynięciu do Soszycy, gdzie zaraz za mostem rozstawiliśmy namioty. Zaplanowaliśmy na tym polu biwakowym u państwa Rolbieckich aż trzy noclegi, spełniając życzenie wyrażane od lat przez spływowiczów, aby nie trzeba było codziennie zwijać i rozwijać obozowiska. Żeby tak się stało, należało wynająć na cały czas trwania spływu autokar. Tak też się stało. Woził bagaże, gdy przemieszczaliśmy się z biwaku na biwak, i uczestników, gdy nie zmienialiśmy miejsca postoju.

Mimo forsownego i meczącego etapu , wieczorem przy ognisku zebrało się sporo osób. Wicekomandor ds. programowych, zarazem prezes Oddziału ZKP w Luzinie i felietonista „Pomeranii” Sławomir Klas, w interesujący sposób poprowadził lekcję języka kaszubskiego, której efektem było wypisanie pozdrowień po kaszubsku na widokówkach prezentujących Ziemię Bytowską.

Przeszkoda za przeszkodą

Drugi etap był krótszy, liczył 11 km, ale wcale nie okazał się łatwiejszy. Wypłynęliśmy z Soszycy, dotarliśmy do Gołębiej Góry, aby stamtąd wrócić autokarem, kajaki pozostawiając w pobliskiej leśniczówce. Na rzece nadal nie brakowało przeszkód, bo od Soszycy zaczyna się właściwy obszar Parku Krajobrazowego Dolina Słupi. Ponieważ w Parku nie usuwa się powalonych drzew, więc przeszkoda goni przeszkodę. Nurt na dodatek w wielu miejscach rwący, więc nie obyło się bez wywrotek, na szczęście niegroźnych, bo rzeka jeszcze tutaj nie była zbyt głęboka. Pogoda, jak dotąd, nam sprzyjała: dużo słońca, opady w nocy. Mieliśmy szczęście, bo poprzednie tygodnie były wyjątkowo mokre. Pożytek taki, że nie trzeba było kajaków holować po kamienistym dnie, jak to się zdarza po dłuższych okresach suszy.

Atrakcję wieczoru stanowiło spotkanie z prezesem Wanożnika, a zarazem  gawędziarzem Benem Hinzem, połączone z promocją książki „Szportë swojsczé ë kupczé od Tómka Fópczi”, opublikowanej przez Wydawnictwo Region. Jego właściciel Jarosław Ellwart przeczytał co bardziej smakowite dowcipy, oczywiście w języku kaszubskim. Można było potem kupić tę książeczkę, jak i inne wydawnictwa Regionu.

Na zamku w Bytowie

Wtorek był dniem lądowy. Z Soszycy udaliśmy się do Bytowa, gdzie na dziedzińcu zamku ugościł nas miejscowy Oddział Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, częstując kuchem i kawą. Prezes Lilianna Grosz przybliżyła nam działalność znanego z prężności oddziału ZKP, a burmistrz Bytowa Ryszard Sylka zwrócił uwagę na specyfikę wielokulturowego miasta, w którym wyjątkowo zgodnie współżyją Kaszubi, Ukraińcy i Niemcy. Mieliśmy następnie okazję zwiedzić z przewodnikiem zamek, tę perłę Bytowa, oraz ciekawe obiekty w mieście.

Po powrocie do Soszycy dużym zainteresowaniem cieszyło się wieczorne spotkanie przy ognisku poświęcone Młodokaszubom. W związku z setną rocznicą utworzenia organizacji Towarzystwo Młodokaszubów, niezwykle zasłużonej dla rozwoju ruchu kaszubsko-pomorskiego, Rada Naczelna ZKP ogłosiła bieżący rok ich rokiem. Wicekomandor Sławomir Klas przypomniał, że podstawowym celem Towarzystwa było obudzenie w Kaszubach, w okresie zaborów i nasilonej germanizacji, własnej świadomości etnicznej. Taką też misję pełnił patronujący spływom bohater powieści Aleksandra Majkowskiego, najwybitniejszego Młodokaszuby. Wieczór zakończył quiz na ten temat, przygotowany również przez Klasa. Do konkursu stanęły trzy młode osoby (dwie płci żeńskiej). Pytań było 21, a zwyciężył mężczyzna (jeśli czyta tę relację, jest proszony o ujawnienie się, bo w werdykcie nazwisko zapisano nieczytelnie). Nagrody książkowe – publikacje Oficyny Czec – ufundowała Renata Kiedrowska.

Tego dnia gościliśmy ks. Romana Skwiercza, wieloletniego kapelana spływowego, lektora i gawędziarza, a także Andrzeja Młyńskiego, prezesa Lokalnej Organizacji Turystycznej Szczyt Wieżyca, a zarazem restauratora, więc nie obyło się bez poczęstunku.  

 

Następny etap był jeszcze krótszy (około 9 km). Z konieczności, bo na krańcu Jeziora Głębokiego Słupia chowa się w dwóch potężnych rurach i dopiero po siedmiu kilometrach wypływa na powierzchnię – w kanale zasilającym elektrownie wodną w Gałąźni Małej. Trzeba było przewieźć kajaki aż za tę elektrownię. Kiedyś dalszą trasę pokonywaliśmy na pieszo, teraz do Gałąźni Małej zawiózł nas autokar.  

Jest tam stanica kajakowa, ogólnie dostępna, ale dla nas przyciasna, biwakowaliśmy więc kolejny raz w rozległym parku podworskim, nad samą Słupią. To dobre miejsce zawdzięczamy życzliwości właściciela, Mirosława Hanuszewicza, szefa Przedsiębiorstwa Rolno-Przemysłowego Ekagro.

Wieczorem miała się tu odbyć – przy ognisku – nauka nut kaszubskich, ale rzęsisty deszcz to uniemożliwił. Warto w tym miejscu dodać, że owe nuty znajdują się na odwrocie plakietek spływowych, noszonych na szyi przez uczestników i wręczanych gościom. Przez wiele lat pamiątką były porcelanowe medaliony, od 2008 roku, po zaprzestaniu ich produkcji przez Zakłady Porcelany Stołowej Lubiana w Łubianie, posługujemy się drewnianymi plakietkami. Projektuje je, podobnie jak wcześniej medaliony, Janusz Kowalski (mimo że sam już ze względu na wiek nie pływa, wciąż wspomaga przygotowania; ostatnio jako wiceprzewodniczący Komitetu Spływowego), opracowuje je komputerowo Katarzyna Olszonowicz, a wykonuje rodzina Kleinów ze Szklanej k. Sierakowic.

Spotkanie z „Pomeranią”

Czwartkowy etap z Gałąźni do Krzyni był znowu niezbyt długi (niespełna 11 km) i bodaj najłatwiejszy, gdyż płynie się głównie jeziorami zaporowymi – Konradowem (obecnie nazywanym Strzegomino) i Krzynią. Na jego końcu znajduje się ośrodek wczasowy Polrelax (dawniej W dolinie Słupi), którego właścicielem jest Marek Kalinowski, mający firmę przewozową w Niemczech. Czekała tu na nas ciepła woda w prysznicach oraz wiele atrakcji kulturalnych i rozrywkowych.

Najpierw gościliśmy redakcję „Pomeranii”, czasopisma, które przez pierwsze dziesięć lat było głównym organizatorem spływu, przez kolejnych piętnaście – współorganizatorem, a od dwóch lat sprawuje, jako jedyne, patronat medialny.

Przyjechał redaktor naczelny Dariusz Majkowski, który nakreślił swoją wizję miesięcznika (kieruje nim od stycznia br.). Towarzyszył mu członek kolegium i stały felietonista Roman Drzeżdżon, który wniósł wiele humoru. A wspomagali gości uczestnicy spływu związani z „Pomeranią”: piszący te słowa przewodniczący Kolegium Redakcyjnego Edmund Szczesiak i felietonista Sławomir Klas.

A potem do późna w noc królowała piosenka turystyczna, jako że zjechali do nas bardowie: Ewa Modrzejewska z Grupy Toruń, Andrzeja Jocher z Płocic i Marek Sławski „Tuć” z Gdańska. Nie zabrakło też tego wieczoru solowego śpiewu wieloletniej uczestniczki naszych spływów, Ali Werczyńskiej, o której nasz hymn Remusowy głosi, że „najpiękniej Ala śpiewa”. Jak najsłuszniej!

Niebezpieczne wywrotki

Piątkowy etap do mostu przy trasie Lubuń-Żelkówko nie miał być szczególnie trudny. W przewodniku można było przeczytać, że rzeka płynie „łagodnymi zakrętami, wśród szerokiej doliny, głównie między łąkami”. Tymczasem nadal nie brakowało zwalonych drzew, nurt – zasilony nowymi deszczami (a już w połowie spływu zaczęły nam dokuczać) – okazał się wyjątkowo bystry, a Słupia bardzo głęboka. W takich warunkach łatwo o niebezpieczne wywrotki. I, niestety, zdarzały się. Płynąłem tego dnia ze znakomitym kajakarzem „Guciem” Gutfrańskim i też zaliczyliśmy kąpiel. Było nawet groźnie, ale zaraz za nami płynął z mamą Kazuo Takagi z Niemiec (jego ojciec jest Japończykiem, mama Niemką). Bardzo nam pomógł wykaraskać się z opresji. Wielkie dzięki Kazuo!

Z mety tego etapu mieliśmy być przewiezieni na biwak w Leśnym Dworze (k. Dębnicy Kaszubskiej), aby tam spędzić kolejne dwie noce. Ale okazało się, że intensywne deszcze, które nastąpiły po kilku dniach słonecznej pogody, zamieniły łąkę w rozlewisko. W tej sytuacji skorzystaliśmy z zaproszenia właścicielki Ośrodka U Steni w Krzyni – Stefanii Staszek Kowalskiej – i u niej – pod dachem – ulokowaliśmy się na dwa noclegi.

W piątek nie było ogniska, ale wieczorne spotkanie odbyło się. Urządzono je na zewnątrz ośrodka pod wiatą. Wicekomandor Sławek Klas porozkładał na stołach zjazdowy dodatek „Pomeranii”, jak i samą „Pomeranię”, przywiezione w czwartek z redakcji. W czasie czytania „Remusa” subtelnie przygrywał na gitarze bard „Tuć”, po czym Sławek zaprezentował kaszubski komiks („Szczenia Swiãców”), science fiction (Nalazłé w Bëtowie), kryminał (Kò

muda) oraz „W stolëcë chmurników”. A następnie muzykę Weroniki Korthals, krótko ją przedstawiając, a potem puszczając poszczególne fragmenty utworów, które zgrał w domu i odtworzył z samochodowego odtwarzacza: „Velevetkę”, „Nie ma miłości bez zazdrości”, „Na wiedno” i „Pada deszcz”.

Smak przygody

Ostatni etap, liczący ponad 13 km, okazał się początkowo trudny, gdyż trzeba było przedzierać się przez porastające koryto rzeki krzaczaste zarośla wierzbowe. Trwało to i trwało, aż wreszcie za mostem na trasie Krępa Słupska-Łosino skończył się park krajobrazowy, a wraz z nim przeszkody, których pokonywanie kosztowało tyle wysiłku i które jednocześnie najbardziej zapadną w pamięci, bo tylko to, co przychodzi z trudem – smakuje.

W Słupsku zakończyliśmy pływanie na lewym brzegu rzeki, w południowej części Parku Kultury i Wypoczynku. Wróciliśmy do Krzyni, aby nazajutrz się pożegnać i rozjechać do domów.

W przyszłym roku  udamy się na Kółko Raduńskie i pobliskie rzeki, a będzie to już dwudziesty ósmy spływ śladami Remusa! Zapraszamy!

O spływie czytaj także w listopadowej „Pomeranii”!

 

 

 

 

KOMITET SPŁYWOWY:

Przewodniczący Edmund Szczesiak

 wiceprzewodniczący Janusz Kowalski

sekretariat: Anna Zakrzewska

członkowie: Eugeniusz Gutfrański i Zbigniew Wójcicki

 

ORGANIZATOR

Klub Turystyczny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Wanożnik

REALIZATOR

Biuro Turystyki Kwalifikowanej i Aktywnego Wypoczynku (BTKiAW) Glada

POMAGAJĄCY W REALIZACJI

Oddziały Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Sulęczynie i Bytowie

PATRONAT MEDIALNY

Redakcja miesięcznika regionalnego „Pomerania”

 

KIEROWNICTWO SPŁYWU:

KOMANDOR Stefan Gorajek

PION WODNY: wicekomandor Eugeniusz Gutfrański

szef ratowników Hadrian Lutogniewski

opieka medyczna Barbara Łosińska

PION LĄDOWY: wicekomandor ds. programowych Sławomir Klas

sekretariat i finanse Bożena Gorajek

imprezy kulturalne Sławomir Klas

KLUB TURYSTYCZNY

" WANOŻNIK "

Rok założenia - 1990

© Copyright 2017 Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie Oddział Klub Turystyczny "Wanożnik"
Projekt graficzny: Iselin
Webmaster: Łukasz Makurat
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Kliknij na to powiadomienie, aby je zamknąć.