Do poprawnego działania strony wymagane jest włącznenie obsługi javascript. Zmień to w opcjach Twojej przeglądarki i odśwież stronę.
Nie żyje Eugeniusz Gutfrański
Nie znaleziono zdjecia

W sobotę 22 sierpnia br. zmarł Eugeniusz „Guciu” Gutfrański, legenda pomorskiego kajakarstwa, współtwórca i wieloletni komandor Kaszubskiego Spływu Kajakowego Śladami Remusa, członek-założyciel Klubu Turystycznego ZKP Wanożnik, jego były wiceprezes i szef Sekcji Kajakowej.

Msza św. żałobna w intencji Zmarłego zostanie odprawiona w czwartek 27 sierpnia o godz. 11.30 w kościele pw. św. Józefa w Gdańsku-Przymorzu przy. ul. Jagiellońskiej 9.

Pogrzeb tego samego dnia na cmentarzu Łostowickim w Gdańsku. Wystawienie trumny w kaplicy cmentarnej o godz. 13.30, wyprowadzenie o godz. 14.

Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie!

 

Guciu, jakiego nie znaliśmy (lub mało znaliśmy)

Eugeniusz Gutfrański urodził się 15 lutego 1935 roku w Podlesiu, w województwie płockim. W 1955 r., po ukończeniu Technikum Budowy Okrętów Conradinum w Gdańsku, podjął pracę w Stoczni Gdańskiej, w której pracował do 1960 r. Następnie przeniósł się do Gdańskiej Stoczni Remontowej, gdzie pracował aż do przejścia na emeryturę w 1999 r. – na stanowisku inspektora do spraw jakości. Tam zapisał się do Ogniska TKKF i Koła PTTK nr 12, przy którym działała sekcja kajakowa. Dał się poznać jako energiczny i pełen inicjatywy organizator. W 1963 r. został prezesem Ogniska TKKF, a od 1970 także prezesem Koła PTTK nr 12. Dzięki swej aktywnej działalności został już w 1966 r. wiceprezesem do spraw turystyki Okręgowego Związku Kajakowego, którym był do 1988 r.

W 1966 r. Gutfrański zainaugurował i był komandorem I Okręgowego Spływu Kajakowego rzeką Brdą, który w dwa lata później przeniesiono na Wdę. Spływ ten od 1971 r. stał się ogólnopolskim, a od 1980 międzynarodowym. Guciu przez 25 lat był komandorem tej popularnej i lubianej przez kajakarzy krajowych i zagranicznych imprezy.

Od 1978 do 1990 r. pełnił nieprzerwanie funkcję prezesa Klubu Kajakowego Wodniak przy Gdańskiej Stoczni Remontowej.

Guciu był także inicjatorem i współzałożycielem Sekcji Kajakowej przy Zakładach Porcelany Stołowej Łubiana w Lubianie i pierwszym komandorem Spływu Kajakowego Ceramików.       

(Na podstawie książki A. Michalczyka „Dzieje turystycznego kajakarstwa Ziemi Gdańskiej 1947-1997)

Guciu, jakiego znaliśmy (lub powinniśmy znać)

Edmund Szczesiak:

Inicjatorem Kaszubskiego Spływu Kajakowego Śladami Remusa był dr inż. Janusz Kowalski, a odzew na swój pomysł uzyskał w miesięczniku „Pomerania” i w mojej osobie. 

Inicjatywa przednia, ale do jej realizacji niezbędne były kajaki. Trudno było bowiem liczyć wyłącznie na własne składaki wytrawnych kajakarzy (zresztą nie o nich nam głównie chodziło). Pomoc zaoferował działacz ZKP ze Słupska Zbigniew Talewski. Znał dyrektora naczelnego Zakładów Płyt Pilśniowych w Czarnej Wodzie Stefana Kaszubowskiego i ten zgodził się wypożyczyć dla uczestników naszego spływu dziesięć kajaków z ich ośrodka wypoczynkowego, położonego w Borsku nad jeziorem Wdzydze, gdzie mieliśmy zakończyć spływ. Mając takie zapewnienie, przystąpiliśmy z Januszem do przygotowań. A gdy były już zaawansowane i kajaki rozdzielone, do redakcji „Pomeranii” nadeszło pismo od dyrektora ZPP w Czarnej Wodzie, zawiadamiające, że acz z przykrością, ale musi odmówić wypożyczenia nam sprzętu wodnego. Sprzeciwiły się bowiem zakładowe związki zawodowe: uważają, że nie można dopuścić do uszczuplenia sprzętu dla ich pracowników, którzy będą odpoczywali w ośrodku w Borsku.

Odebrałem to pismo jak cios. Narobiliśmy apetytu naszym czytelnikom (warunkiem udziału było prenumerowanie „Pomeranii”), a tu nie pozostawało nic innego, jak przeprosić i wycofać się.

Jeśli ktoś nie wierzy w cuda, to zaświadczam, że zdarzyło się wówczas coś takiego w redakcji „Pomeranii”. Jeszcze tego dnia, gdy listonosz dostarczył do redakcji pismo z Czarnej Wody, niespodziewanie odwiedzili nasz lokal w kamienicy przy Długim Targu w Gdańsku dwaj nie najmłodsi już panowie. Spytali, czy nie trzeba nam pomóc w zorganizowaniu spływu, o którym czytali w „Pomeranii”. Powiedzieli, że są członkami Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, a zarazem Klubu Kajakowego Wodniak przy Gdańskiej Stoczni Remontowej. Gdy podzieliłem się z nimi wiadomością o odmowie użyczenia nam dziesięciu kajaków i że w tej sytuacji spływ się nie odbędzie, oznajmili mi, że ich klub dysponuje własnym sprzętem i jeśli będzie trzeba, to dostarczą nawet 50 kajaków na miejsce startu.

 Tymi, którzy uratowali pomysł kaszubskiego spływu, byli: Józef Weltrowski i Antoni Czarnowski. Obaj doświadczeni wodniacy, bardzo zasłużeni dla kajakarstwa turystycznego na Pomorzu. Weltrowski w 1953 roku założył przy Gdańskiej Stoczni Remontowej Sekcję Turystyki Kajakowej, z której później, po kolejnych przekształceniach, wyłonił się Klub Kajakowy PTTK Wodniak. Czarnowski z kolei działał w zarządzie tej Sekcji od 1954 roku, należał też do założycieli, podobnie jakWeltrowski, Klubu Żabi Kruk.

Niedługo potem udałem się z panem Antonim do bazy Wodniaka na rozmowę z prezesem Eugeniuszem Gutfrańskim, zwanym w kręgach kajakarskich Guciem. Był młodszy od Weltrowskiego i Czarnowskiego, ale także miał już ogromne doświadczenie kajakarskie. Pływać kajakiem zaczął, będąc uczniem Technikum Budowy Okrętów Conradinum w Gdańsku. W czasie studiów na politechnice zdobył – w 1972 roku – uprawnienia instruktora turystyki kajakowej. Prezesem Wodniaka został w 1962 roku. Po czterech latach przewodzenia klubowi zainicjował spływ na Brdzie, który w dwa lata później przeniesiono na szlak Wdy. Gdy się spotkaliśmy, miał za sobą 21. taki spływ, od początku będąc komandorem tej międzynarodowej imprezy, w której w 1986 roku uczestniczyło... 516 osób, w tym 118 z samego Wodniaka. Klub ten za prezesury Gucia zajmował nieprzerwanie przez wiele lat pierwsze miejsce wśród 350 zrzeszonych w Polskim Związku Kajakowym. Słowem – był najlepszy w Polsce.

Guciu zgodził się nie tylko zaopatrzyć nasz spływ w kajaki, ale wspomóc go kadrowo. I tak Klub Wodniak stał się (na całe ćwierćwiecze) współorganizatorem spływu, a Gutfrański jego komandorem. Był nim od I do X spływu (raz tylko zastąpił go w tym okresie Weltrowski), a potem – z przerwami – pełnił jeszcze tę rolę wielokrotnie.

(Szerzej pisałem o tym w dodatku spływowym do miesięcznika „Pomerania” nr 7-8/2015).

Zbigniew Wójcicki:

Pewnego wiosennego, a może nawet zimowego, dnia przyszedł do mnie Eugeniusz Gutfrański – dla kajakarzy Guciu – i zaproponował udział w organizacji spływu dla Kaszubów. Mieszkałem w Gdańsku od wielu lat, pływałem po Kaszubach, chodziłem w Studenckich Rajdach Kaszubskich, sporadycznie czytałem „Pomeranię”, zacząłem kiedyś Życie i przygody Remusa, ale nie dobrnąłem do końca, zbierałem wydawane w owym czasie teki haftów, dziwiąc się wielości szkół haftu czy rygorom w stosowaniu kolorów, bogatej inwencji tej krainy, gdzie każdy nieomal powiat ma swój odrębny, a jednak kaszubski styl.

Gucio zaczął mi wyłuszczać, że spływ realizuje redakcja „Pomeranii”. Że ma to być nagroda dla jej wytrwałych prenumeratorów i pilnych czytelników, że hasło przewodnie to „Śladami  Remusa”, że „Pomerania” to literaci: z ich strony są chęci, a spływ to zadanie dla wodniaków... Pomysł kupiłem od razu.

Doszło do formalnego spotkania w redakcji  „Pomeranii” na Długim Targu w Gdańsku, z naczelnym Wojciechem Kiedrowskim i dziennikarzem Edmundem Szczesiakiem. Był Gucio i ja. Zaczęliśmy omawiać sprawy liczby kajaków, lokalizacji biwaków itp. Trasa pierwszego spływu była ustalona – rzeką Wdą, jako tą najbliższą treści książki Majkowskiego.

Spływ jawił się interesująco. Rychło się okazało, że pan Edmund to główny napęd imprezy. My, kajakarze, mieliśmy zapewnić sprzęt pływający, instruktaż, opiekę i bezpieczeństwo na wodzie. On, przy pomocy „partów” (oddziałów) ZKP z przepływanych przez nas gmin, zrobi otoczkę regionalną. Zaktywizuje miejscowe społeczności, co wieczór będzie czytany fragment powieści, który on wybierze i do którego zrobi wprowadzenie, a czytać będzie sprawdzony w wielu konkursach Roman Skwiercz.

Sprawa dostarczenia dużej liczby kajaków nie była łatwa, ale możliwości Klubu Kajakowego Wodniak działającego przy Gdańskiej Stoczni Remontowej też niemałe

Pomysłodawcą spływu – jak się okazało – był p. Janusz Kowalski. On też ustalił trasę pierwszego spływu i podział uczestników imprezy na grupy. Tym sposobem my, współorganizatorzy, staliśmy się grupą „stoczniową”, a inni – według ich przynależności terytorialnej. Guciu, kompletując nas, wybrał ludzi z różnych trójmiejskich klubów kajakowych. W tej grupie dużo było stoczniowców z Wodniaka, ale i wielu ze stocznią nic wspólnego nie mających (Żabi Kruk, Trybuszon). Rej w grupie stoczniowej wiodła rodzina Czarnowskich. Na czele stał Antoś Czarnowski, który wraz Józkiem Weltrowskim sprawił, że prenumeratorzy „Pomeranii”  nie musieli „karować” po Kaszubach taczkami, oblepiając – dla ochrony – stopy smołą, po prostu załatwili kajaki. Muszę dodać, że Czarnowskim przewodził Antoś, ale rządziła jego córka Zyta.

Spływ zgromadził wielu ciekawych, nietuzinkowych i sympatycznych ludzi, a co ważniejsze zaopatrzonych w instrumenty muzyczne i programy artystyczne – widać tu było rękę Edka.

(Fragment artykułu opublikowanego w dodatku spływowym „Pomeranii” 7-8/2015).  

 

I blisko, i pięknie

Rozmowa z Eugeniuszem Gutfrańskim

Jak znalazłeś się w Gdańsku?

Pochodzę z Podlasia k/ Płocka. W 1953 roku przybyłem do Gdańska, by rozpocząć naukę w przesławnym Technikum Budowy Okrętów Conradinum, potem Politechnika Gdańska i pierwsza praca: początkowo Stocznia Gdańska, potem – po reorganizacji – Gdańska Stocznia Remontowa, w której pracowałem aż do emerytury (1999 r.).

Twój pierwszy spływ?

Już w Conradinum zetknąłem się z kajakami i tam odbyłem mój pierwszy spływ: Motławą z Grabiny Zameczek do Gdańska. W Conradinum, począwszy od pierwszego powojennego dyrektora, sławnego Aleksandra Potyrały, który mawiał: „Myśleć logicznie może tylko człowiek zdrowy i sprawny”, turystyka miała swą utrwaloną tradycję. Dyrekcja Gdańskiej Stoczni Remontowej też była przychylna aktywnemu wypoczynkowi załogi. Sprawnie funkcjonował przy GSR, pod prężnym kierownictwem Józefa Weltrowskiego, klub kajakowy, który po wielu reorganizacjach przybrał nazwę Wodniak. Wstąpiłem do niego i pozostaję w nim do dziś.

Twoje związki z Kaszubami?

Pływałem w swoim życiu na różnych akwenach – w kraju i zagranicą, po spokojnych wodach, jak i wymagających, a nawet ekstremalnych. Oczywiście, najczęściej kajakowałem w najbliższej okolicy, czyli na Kaszubach. Okazało się że to kraina o pięknym, zróżnicowanym krajobrazie, bogata w doskonałe szlaki wodne – morskie, jeziorne, rzeczne – łagodne leśno-łąkowe, ale i typu górskiego: Łupawę, Radunię czy Bukowinę. Kraina w której żyją przychylni innym ludzie, nie goniący z widłami kajakarzy. Biorąc to wszystko pod uwagę – dla wodniaków raj! I blisko, i pięknie. Spływ Wdą, który zainicjowałem w 1966 roku, odbył się po raz 50 i rzeka ta przez wszystkie te lata kajakarzom się nie opatrzyła.

Wrażenia z pierwszych spływów „Śladami Remusa”...

Powiedziałbym, że najsilniejszemu wrażeniu uległem na pierwszym spływie, gdy zostałem uderzony stalowym masztem; dzięki twardej głowie, wizycie w szpitalu i siedmiu szwom kajakuję dalej... A poważnie, dzięki redakcji ”Pomeranii”, wtedy głównemu organizatorowi spływu, przybyli Kaszubi i nie-Kaszubi – z Włocławka, Bydgoszczy, Kościerzyny, Kartuz, Jasienia, Słupska, Koszalina i oczywiście Gdańska i Gdyni, ludzie, którzy będąc zainteresowani kulturą, folklorem i językiem kaszubskim, tak przypadli sobie zarazem do gustu, że wielu z nich pływa z „Remusem” do dziś.

Twoja satysfakcja z Remusowych spływów?

Najważniejsza, że trwa, że odbędzie się w tym roku już po raz trzydziesty, przy dużej wciąż frekwencji .Wielu uczestników nie wyobraża sobie lata bez tego spływu i to jest dla mnie największa satysfakcja.

Twoje funkcje w kajakarstwie?

Chyba najważniejszą dla mnie było wieloletnie (1962–1990) prezesowanie Klubowi Wodniak, długo byłem też członkiem Zarządu Głównego Polskiego Związku Kajakowego, wykorzystałem to, organizując w Gdańsku szereg kursów instruktorów turystyki i sędziów PZK. Wiele zachodu wymagało ściąganie wykładowców z Krakowa (siedziba PZK), do czasu, gdy „dorobiliśmy” się własnych. Z kursów tych wyszło kilkadziesiąt sędziów i instruktorów, którzy przez swą aktywność znakomicie podnieśli rangę gdańskiego kajakarstwa. Kolejnym moim osiągnięciem było pobudzenie działalności turystycznej w gdańskim Okręgowym Związku Kajakowym, w którym pełniłem funkcję wiceprezesa ds. turystycznych w latach 1964–1988. Na początku do OZK należały tylko trzy kluby. Pamiętasz, jak wspólnie wizytowaliśmy kluby turystyczne, namawiając do tworzenia sekcji kajakowych, jak inicjowaliśmy tworzenie nowych i ich współpracę z OZK. W latach 80. klubów i sekcji kajakowych było 26 (Łubiana, Żarnowiec, kluby studenckie…).

Główny obecnie organizator spływów Remusowych Klub Turystyczny ZKP Wanożnik, którego jesteś członkiem-założycielem, obchodzi w tym roku 25-lecie istnienia. Co, Twoim zdaniem, należy czynić w tym klubie w następnym 25-leciu?

Kontynuować różnorodną działalność, nie tylko kajakarską, integrować środowisko, zachęcać do pracy ludzi młodych,  propagować kulturę i osiągnięcia Kaszubów.

Rozmawiał Zbigniew Wójcicki

12.02.2015

PS Niepublikowana dotąd rozmowa została przeprowadzona z inicjatywy prezesa Wanożnika Bernarda Hinza i na podstawie jego pytań – z okazji zbliżającego się 25-lecia Klubu Wanożnik (obchody przewidziano 28 listopada br.).

 

KLUB TURYSTYCZNY

" WANOŻNIK "

Rok założenia - 1990

© Copyright 2020 Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie Oddział Klub Turystyczny "Wanożnik"
Projekt graficzny: Iselin
Webmaster: Łukasz Makurat
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Kliknij na to powiadomienie, aby je zamknąć.